piątek, 9 listopada 2007

Dziad i Baba

















Był sobie dziad i baba,

Bardzo starzy oboje,

Ona kaszląca i słaba,

On skurczony we dwoje.

Mieli chatkę maleńką,

Taką starą jak oni,

Jedno miała okienko

I jeden był wchód do niej.

Żyli bardzo szczęśliwie

I spokojnie jak w niebie,

Czemu ja się nie dziwię,

Bo przywykli do siebie.

Tylko smutno im było,

Że umierać musieli,

Że się kiedyś mogiłą

Długie życie rozdzieli.

I modlili się szczerze,

Aby Bożym rozkazem,

Kiedy śmierć ich zabierze,

Zabrała dwoje razem.

– Razem? To być nie może,

Ktoś choć chwilę wprzód skona!

– Byle nie ty, nieboże!

– Byle tylko nie ona!

– Wprzód umrę! – woła baba.

– Jestem starsza od ciebie,

Co chwilę bardziej słaba,

Zapłaczesz na pogrzebie.

– Ja wprzódy, moja miła.

Ja kaszlę bez ustanku

I zimna mnie mogiła

Przykryje lada ranku.

– Mnie wprzódy! – Mnie, kochanie!

– Mnie, mówię! Dośćże tego,

Dla ciebie płacz zostanie!

– A tobie nic, dlaczego?

I tak dalej, i dalej

Jak zaczęli się kłócić,

Jak się z miejsca porwali,

Chatkę chcieli porzucić.

Aż do drzwi, puk, powoli:

– Kto tam? – Otwórzcie, proszę,

Posłuszna waszej woli,

Śmierć jestem, skon przynoszę!

– Idź, babo, drzwi otworzyć!

– Ot to, idź sam, jam słaba,

Ja pójdę się położyć –

Odpowiedziała baba.

– Fi! Śmierć na słocie stoi

I czeka tam nieboga!

Idź, otwórz z łaski swojej!

– Ty otwórz, moja droga.

Baba za piecem z cicha

Kryjówki sobie szuka,

Dziad pod ławę się wpycha…

A śmierć stoi i puka.

I byłaby lat dwieście

Pode drzwiami tak stała,

Lecz znudzona, nareszcie

Kominem wejść musiała.


(J.I. Kraszewski)

Brak komentarzy: