środa, 31 października 2007

Thriller

Dziś Halloween

It's Close To Midnight And Something Evil's Lurking In The Dark
Under The Moonlight You See A Sight That Almost Stops Your Heart
You Try To Scream But Terror Takes The Sound Before You Make It
You Start To Freeze As Horror Looks You Right Between The Eyes,
You're Paralyzed


'Cause This Is Thriller, Thriller Night
And No One's Gonna Save You From The Beast About
Strike
You Know It's Thriller, Thriller Night
You're Fighting For Your Life Inside A Killer, Thriller
Tonight

You Hear The Door Slam And Realize There's Nowhere Left To Run
You Feel The Cold Hand And Wonder If You'll Ever See The Sun
You Close Your Eyes And Hope That This Is Just
Imagination
But All The While You Hear The Creature Creepin' Up
Behind
You're Out Of Time


'Cause This Is Thriller, Thriller Night
There Ain't No Second Chance Against The Thing With
Forty Eyes
You Know It's Thriller, Thriller Night
You're Fighting For Your Life Inside Of Killer, Thriller Tonight


Night Creatures Call
And The Dead Start To Walk In Their Masquerade
There's No Escape from the Jaws Of The Alien This Time
(They're Open Wide)
This Is The End Of Your Life


They're Out To Get You, There's Demons Closing In On Every Side
They Will Possess You Unless You Change The Number Off Your Dial
Now Is The Time For You And I To Cuddle Close Together
All Through The Night I'll Save You From The Terror On The Screen,
I'll Make You See

That This Is Thriller, Thriller Night
'Cause I Can Thrill You More Than Any Ghost Would Dare To Try, Girl
Thriller, Thriller Night
So Let Me Hold You Tight And Share A Killer, Diller, Chiller
Thriller Here Tonight

Darkness Falls Across The Land
The Midnite Hour Is Close At Hand
Creatures Crawl In Search Of Blood
To Terrorize Y'awl's Neighbourhood
And Whosoever Shall Be Found
Without The Soul For Getting Down
Must Stand And Face The Hounds Of Hell
And Rot Inside A Corpse's Shell

The Foulest Stench Is In The Air
The Funk Of Forty Thousand Years
And Grizzy Ghouls From Every Tomb
Are Closing In To Seal Your Doom
And Though You Fight To Stay Alive
Your Body Starts To Shiver
For No Mere Mortal Can Resist
The Evil Of The Thriller


Z ulicy Kamiennej

Z ulicy kamiennej
Z ołtarza nicości dni
I nie tylko ja
Odchodzę wciąż pragnąc żyć

Wolny jak wiatr
W miłości niezmiennej
W białych wieżach złotych miast
Braci krwi...

W pamięci miłości
Bogowie umarli
W pamięci miłości
Tacy jak my

Więc tacy jak my
Z ołtarza nicości codziennych
Kochanie do krwi
Nie tylko Ty
Zachowaj je idąc ze mną
Bogowie umarli...

Bogowie umarli...

Wolni jak wiatr
W miłości niezmiennej
W białych wieżach złotych miast
Braci krwi...

W pamięci miłości
Bogowie umarli
W pamięci miłości
Tacy jak my
(Wilki)

Ćmy barowe

Wiatr zatrzasnął drzwi za ostatnim przechodniem
Całe miasto śpi cichnie tumult i gwar
Zasnął nawet szyld w świetle lampy narożnej
Przystań na zbiegu ulic – mały nocny bar

Wolni od zdarzeń trafiają tu przypadkiem
Jedni przychodzą z deszczu a inni z gwiazd
Wpadną na chwilę – zostają tu na zawsze
Krzesła w tym barze mają dla wszystkich czas

Pewnie samotność sprowadza ich na parter
Z domów gdzie nikt nie życzył im dobrych snów
Ze szklanką w dłoni i łzami na otarcie
Proszą o więcej kiedy stopnieje lód


Wciąż ci się zdaje że jesteś tu przypadkiem
Może przyszedłeś z deszczu a może z gwiazd
Wpadłeś na chwilę zostaniesz tu na zawsze
Krzesła w tym barze mają dla wszystkich czas

Nie wiem kim jesteś i wcale nie chcę wiedzieć
Powiem ci tylko czemu mam smutną twarz
Oczy samotnych gasną już o tej porze
Usta samotnych mówią że czas iść spać

wtorek, 30 października 2007

Nie żałuję

30 października - urodziny Mamy


Że nie dałaś mi mamo zielonookich snów.
Nie, nie żałuję.
Że nie znałam klejnotów ni koronkowych słów.
Nie żałuję.
Że nie mówiłaś mi, jak szczęście kraść spod lady,
i nie uczyłaś mnie życiowej maskarady.
Pieszczoty szarej tych umęczonych dni, nie żal mi,
nie żal mi.

Nie, nie żałuję.
Przeciwnie, bardzo ci dziękuję, kochana,
żeś mi odejść pozwoliła, po to, bym żyła tak jak żyłam (...)
(Agnieszka Osiecka)
Warszawa 3.07.1967 rok
autor- ?

poniedziałek, 29 października 2007

Tutaj wesoło










Dzisiaj wszystko jest możliwe
U Nuncjusza wielki bal
Fred atleta przyjdzie z żoną
Piękna Miki, Henio Kat
Oprócz tańców demonstracja
Fred wypije beczkę snów
Piękna Miki da nam szpagat
Henio z wroga zrobi dwóch

Piekło dalej lubi bale
Ono wytrwa w swoim szale
Układ tanców się nie zmienia
Już od bardzo wielu lat

Ludzie mówią, mówią, mówią
Oni mówią, że jest dobrze
Że to zwykła noc przed końcem
I nie warto kłaść się spać

Tutaj, tutaj
Tutaj wesoło
Tutaj, tutaj
I na około
(Lech Janerka)

niedziela, 28 października 2007

TEN YEARS AFTER

a propos Taty, którego nie ograniczają żadne dogmaty...








rysunki. Grzegorz Rosiński


Urodziłem się dobrych dziesięć lat po wojnie
I niewiele dotąd zmienił się świat
Obrastają w pióra kurwy i złodzieje
Zwykły człowiek mocno zgina kark
Otaczają mnie religie
Wschodu i zachodu
Hipnotyzer w ti vi
Prowadzi swą grę
Mój umysł reaguje
Wyłącznie na reklamy
Z pozostałym myśleniem
Czasem dzieje się
Widziałem Titowa na niebie jak leciał
Pamiętam to jak dzisiaj bo noc była piękna
Ludzie stali z głowami do góry w milczeniu
Mam wrażenie że niejeden by wtedy uklęknął
Otaczają mnie religie
Wschodu i zachodu
Hipnotyzer w ti vi
Prowadzi swą grę
Mój umysł reaguje
Wyłącznie na reklamy
Z pozostałym myśleniem
Czasem dzieje się
Biegałem po ulicach pif paf grałem w wojny
Zakonnice szły parami ukłon z panem Bogiem
Biegaliśmy oglądać samochody najnowsze
Seminarium duchowne parking na Ostrowie
Otaczają mnie religie

Wschodu i zachodu
Hipnotyzer w ti vi
Prowadzi swą grę
Mój umysł reaguje
Wyłącznie na reklamy
Z pozostałym myśleniem
Czasem dzieje się
(MM Maleńczuk)

Tata

28 października- imieniny Taty
Gdy byłam lekka jak jaskółczy sen
Lubiłeś nosić mnie w kołysce rąk
Wiązałeś rudą wstążkę
Aby nie dotknęło twego dziecka żadne zło

Czemu ja nic nie pamiętam już
Czemu ty to całkiem inny ty
Każda łza ponoć powraca tu
Każdy gest zostaje
Chociaż my gaśniemy, jak wiatr
Znikamy, jak mgły

Gdy byłam mała

I par oczu stu potrzeba było aby dostrzec mnie
Mówiłeś mi: żyj do utraty tchu,
Pamiętaj kształty chmur i liści drzew

Dla ciebie chce być lekka, jak liść
Powiedz, że ja nie zgasnę jak wiatr
Nie zniknę jak mgła

Obiecaj mi
Że, tak jak łzy
Wrócimy tu

sobota, 27 października 2007

Luka




28.10.2007 (niedziela) godz: 20.05
SUZANNE VEGA (USA)
Transmisja- Studio Muzyczne im. Agnieszki Osieckiej
Koncert zamknięty


A buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
Chciałabym tam być........
Buuuu!



My name is Luka
I live on the second floor
I live upstairs from you
Yes I think you've seen me before

If you hear something late at night
Some kind of trouble, some kind of fight
Just don't ask me what it was
Just don't ask me what it was
Just don't ask me what it was

I think it's 'cause I'm clumsy
I try not to talk too loud
Maybe it's because I'm crazy
I try not to act too proud

They only hit until you cry
And after that you don't ask why
You just don't argue anymore
You just don't argue anymore
You just don't argue anymore

Yes I think I'm okay
I walked in through that door again
Well, if you ask that's what I'll say
And it's not your business anyway
I guess I'd like to be alone
With nothing broken, nothing torn

Just don't ask me how I am

piątek, 26 października 2007

Inny punkt widzenia

najlepsza zupa norweska w mieście- z Ewą w Maraku na Świętokrzyskiej...



Ciepła kawa wcześnie z rana,
słońce ,wiatr lub deszcz i chmury.
Gry wideo, sprzęt stereo,
bóle zęba i bolero.
Nowe reklamówki w radiu,
picie piwa, strach lub lęki,
spanie w parku, piasek w uchu i cieknący kran.

Dziś wszystko to
niewiele już obchodzi mnie,
leże tu.
Tak dobrze jest,
gdy wszystko to traci swój sens,
dobrze jest.

Pseudointelektualizm,
szampon przeciwłupieżowy,
kwaśne deszcze, sok jabłkowy,
gwiazdy kina ,samochody,
mętlik w głowie, wątpliwości,
mucha w zupie na śniadanie,
wpółdo ósmej wiadomości, gdzie lecimy

Dziś wszystko to
niewiele już obchodzi mnie,
leże tu.
Tak dobrze jest,
gdy wszystko to traci swój sens,
dobrze jest
(Indios Bravos)

indios bravos - inny punkt widzenia

moje Sierściuchowe dusze














(...) Kto by się przejmował psami na łańcuchu, jak tu dzieci są głodne. Stawianie tak problemu jest czymś niezwykle infantylnym i prymitywnym. Ale widzę różnicę między cierpieniem ludzi i zwierząt. Przede wszystkim cierpienie zwierząt nie ma żadnego przełożenia - one po prostu nie mają głosu. W sensie literackim mogę sobie wyobrazić kogoś, kto jedzie w kontenerze, natomiast nie umiem dać głosu szczeniakowi, który tu leży, ponieważ on nie używa słów, ani nie jest zapośredniczony na żadnej płaszczyźnie symbolicznej, religijnej, nie mogę nic z nim zrobić. Widzę suche cierpienie. Ponieważ jestem człowiekiem, zrozumienie drugiej istoty ludzkiej jest zawsze potencjalnie łatwiejsze. Dlatego cierpienie zwierząt robi na mnie większe wrażenie - jest pozbawione sensu, nie można zwierzęcia pocieszyć, mówiąc: 'Nie przejmuj się, będzie dobrze' albo 'Bóg jest przy tobie, zmartwychwstaniesz'. Na dodatek to cierpienie jest bagatelizowane albo traktowane jako konieczne. A czasem nawet przypisane zwierzęciu na zawsze - w laboratoriach, w hodowlach (...)
Cierpienie zwierząt - wiem, że to może być kontrowersyjne - jest dla mnie bardziej poruszające. Człowiek ma tyle możliwości jakiegoś samoratowania się albo też ratowania osoby bliskiej... Cała kultura, cała cywilizacja jest po stronie człowieka. Wymyślono całe systemy filozoficzne, żeby poradzić sobie z cierpieniem. Napisano wielkie książki. Zwierzęta są nieme, są zostawiane same sobie w tym wszystkim. Kiedy byłam dzieckiem, uświadomiłam sobie, co to znaczy, kiedy się mówi, że zwierzęta nie mają duszy. Znaczy to, że całe ich cierpienie jest pozbawione jakiegokolwiek sensu, dla zwierząt nie ma odkupienia, to cierpienie się nie kumuluje. Katolicy wierzą, że cierpienie można nieść jak krzyż i coś w ten sposób odkupić, natomiast cierpienie zwierząt jest mechaniczne, jest po prostu nie do przyjęcia. Jak sobie to uświadomiłam, przeżyłam szok, który w jakimś sensie odsunął mnie od religii, która odbiera podmiotowość zwierzętom (...)
Olga Tokarczuk , 20 października- "Wysokie Obcasy",

czwartek, 25 października 2007

Herbatka


Z rozkoszy tego świata
ilości niepomiernej
zostanie nam po latach
herbaty szklanka wiernej,
l nieraz się w piernatach
pomyśli w porze nocnej: -
Ha, trudno! Lecz - herbata!
Herbaty szklanka mocnej.

Bo póki ciebie,
ciebie nam pić -
poty jak w niebie,
jak w niebie nam żyć,
herbatko! -
herbatko! -
herbatko!
Ach, póki ciebie,
ciebie nam pić -
poty jak w niebie,
jak w niebie nam żyć,
herbatko! -
herbatko! -
ach!

O, jakżeś bliska, chwilko -
jesienne pachną kwiaty...
A my pragniemy tylko -
już tylko tej herbaty.
Za oknem deszczyk sypnął -
a riwederci lato! -
gdy wtem drzwi cicho skrzypną
i - witaj nam, herbato!

Bo póki ciebie,
ciebie nam pić -
poty jak w niebie,
jak w niebie nam żyć,
herbatko! -
herbatko. -
ach!

Tak wdzięczni, ze nas darzysz
pod koniec już sezonu -
o tobie będziem marzyć,
twój zapach czule chłonąc.
Aż kiedyś - syci woni -
poprzestaniemy na tym,
bo doktor nam zabroni
picia mocnej herbaty.

Ach, po co, po co, po co nam żyć
kiedy nie będzie nam wolno już pić
herbatki -
herbatki -
herbatki.
Ach, po co, po co, po co nam żyć,
kiedy nie będzie nam wolno już pić
herbatki -
herbatki -
ach.

( Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski)

środa, 24 października 2007

Mała Chinka

na Stadionie Dziesięciolecia





Mała chinka cziku cziku linka
w jej oczach widzę tylko gniew
o małej chince cziku cziku lince
ty właśnie teraz słyszysz mój śpiew

znam chinkę cziku czizku linke
i jej matkę cziku cziku lotke
w Polsce żyją nie jest to przypadkiem
za chlebem przypłynęły kiedyś statkiem
albo może samolotem, ale chyba miałem nie o tym
tak w ogóle to są z Wietnamu
zahaczyły się do sajgon baru
szybko utraciły tę robotę
no bo szef na małą miał ochotę
Polacy wcale ich nie pokochali
teraz mała handluje tekstyliami
nie ma przebacz 5 rano na stadionie
na mrozie może kupię od niej podrabianą odzież
jej braciszek gdzieś na dalekim wschodzie
w fabryce przykręca śrubki codzień

Mała chinka cziku cziku linka
w jej oczach widzę tylko gniew
o małej chince cziku cziku lince
ty właśnie teraz słyszysz mój śpiew

Nie martw się chinko cziku cziku linko
może kiedyś nadejdzie dzień
zbijesz fortunę ciężko pracując
i z twego życia zniknie zły dzień
zaciśnij zęby stojąc na mrozie
bo od dawien dawna prawda jest taka
ty jesteś chinka zwykła cziku linka
w oczach każdego Polaka


Mała chinka cziku cziku linka
w jej oczach widzę tylko gniew
o małej chince cziku cziku lince
ty właśnie teraz słyszysz mój śpiew

Polski chłopczyku polska dziewczynko
przyjmij pozdrowienia z dalekich stron
od małej chinki cziku cziku linkik
której komornik wszedł na dom.
(Funky Filon)

Ja Jestem Twoją Marilyn Monroe


http://media.putfile.com/ja-jestem-twoja


M
acie te wasze stanowiska,
budzik, koszulę, psa i smoking.
Poukładane jest to wszystko
i przewietrzane raz do roku.
Na waszych biurkach mruczą tarcze,
jak stery tarcze telefonów,
list podyktujesz sekretarce,
zanim odwiozą cię do domu.
W mojej łazience spłuczesz z siebie
ten zasłużony ciężki dzień,
powiesz, że czujesz się jak w niebie
i tak jak zwykle powiesz, że...
Ja jestem twoja Marylin Monroe,
Ja jestem twoja Brigitte Brardot.
Przy mnie się czujesz jak Belmondo,
Gregory Peck, Alain Delon...
Dzisiaj ujrzałeś mnie na mieście:
puściłeś przodem żonę, dzieci
i zanurzyłeś się pospiesznie
w ten tłum, co wyszedł ci naprzeciw.
A w domu żona, ta legalna,
jak nakręcona pozytywka
skrzypi, że jesteś stary łajdak,
że cię rajcuje byle dziwka.
Nieważne, że dziś garb swój czujesz,
bo ja jedyna tylko wiem,
że ty się przy mnie wyprostujesz,
że będziesz znowu super men.
Tu stoi twoja Marylin Monroe,
tu czeka cię Brigitte Bardot
Przy mnie się czujesz jak Belmondo,
i łasisz się do nóg jak kot.
Ja ci dodaję wiatru w plecy
i fale prujesz jak żaglowiec.
Przy mnie się urżniesz i wyleczysz,
czy to nie miłe? No sam powiedz.
Lubię was moi dyrektorzy,
tytani w biurach i w pościeli.
Lecz nie jest lepiej mi ni gorzej,
gdy was odstawiam po kolei.
I tylko czekam nieustannie -
ciekawe który z was to zrobi -
że przyjdzie tu i najzwyczajniej,
inaczej mi po prostu powie:
Nie jesteś żadna Marylin Monroe,
na pewno nie Brigitte Bardot,
lecz serce jakoś mocniej bije
niż wtedy gdy o tamte szło.
Chodź, wynajmiemy taki pokój,
który zastąpi cały dom,
gdzie będzie miły, nudny spokój
i trochę żal Marylin Monroe...
(Jacek Janczarski)

wtorek, 23 października 2007

I po co tyle pytań

na spacerze z dzeciakami












kto to jest ja
i o kim jest mowa
gdy mówię o sobie
nim w sobie się schowam

  kim jesteś ty
  i czym to co czujesz
  gdy nagle się wszystko
  kołysze, wiruje

i po co tyle pytań
to proste jak drut
niebo jest w niebie
a ziemia tu

  nie godząc się z tym faktem
  musimy sprawić cud
  ziemię pchnąć do nieba
  a niebo tu

po co nam my
czy starczy nam siebie
by móc się oddalić
na spacer po niebie

  po co nam my...
(Wojciech Waglewski)

niedziela, 21 października 2007

Chłopiec z plasteliny










Światło gwiazdki na pościeli, misie moje śpią na ziemi
Milczą całą noc,
nocą modlę się, dziadek głaszcze mnie.

Każdej wiosny dmucham w świeczki, w wielki tort, jem żółty sernik
Piję koktail ze snów,
moje urodziny są, z plasteliny lepię dom.

Dżem, kakao, pomarańcze, telewizor, w którym tańczę
Za mym oknem stoi cyrk, chuda żyrafa jest
i ślepy słoń jest też.

Mali chłopcy z piaskownicy, przyjaciele, lecz złośliwcy
Kradną jabłka z drzew, lato kończy się,
kasztany gniją, pada śnieg.

(Lenny Valentino)

sobota, 20 października 2007

20 października

imienimy Babci






Irena - to kobieta pogodna, gospodarna, lubiąca rodzinę, szanująca dom. Wśród członków rodziny jest szanowana, ceniona za swój otwarty na wszystko umysł, szeroką filantropię, doradztwo innym osobom. Posiada szczytne idee, jest religijna, bierze na siebie odpowiedzialność za rodzinę i dom. Nieraz buja w obłokach, marząc o nadzwyczajnych podróżach, dużym majątku, wysokich zaszczytach i wielkiej władzy. Osoba godna szacunku.

piątek, 19 października 2007

Autobusy zapłakane deszczem

Autobusy zapłakane deszczem
Wożą ludzi od siebie do siebie
Po błyszczącym mokrym asfalcie
Jak po czarnym błyszczącym niebie

Od tygodnia leje w tym mieście
Ścieka wilgoć po sercu i palcie
Z autobusu spłakanego deszczem
Liczę gwiazdy na mokrym asfalcie

Do łezki łezka aż będę niebieska
W smutnym kolorze blu
Jak chodny jedwab w kolorze nieba
Zaśpiewam kolor blu

Autobusy zapłakane deszczem
Jak ogromne polarne foki
Wyszukują w deszczu swe miejsca
Wydmuchują pary w obłoki

Po zmęczonych grzbietach i z deszczem
Przelatują neonów błyski
Autobusy zapłakane deszczem
Maja takie sympatyczne pyski

Do łezki łezka aż będę niebieska
W smutnym kolorze blu
Jak chodny jedwab w kolorze nieba
Zaśpiewam kolor blu

A gdy padać przestanie w tym mieście
Gdzie ze swoim smutkiem się umieszczę
W autobusie zapłakanym deszczem
Tam pojadę, gdzie pada wiecznie

Do łezki łezka aż będę niebieska
W smutnym kolorze blu
Jak chodny jedwab w kolorze nieba
Zaśpiewam kolor blu

W kolorze blu
w kolorze blu

(Jonasz Kofta)

czwartek, 18 października 2007

W żółtych płomieniach liści

W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie
Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem
Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają
Na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz

Gęsi już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy
Ucięte głowy ze łzą w oku zwiędną jak kwiaty, które zwiędły
Dziś jeszcze gęsi kroczą dumnie w ostatnim sennym kontredansie
Jak tłuste księżne, które dumnie witały przewrót, kiedy stał się

I ja witałam nieraz kogo, chociaż paliły wstydem skronie
I powierzałam Panu Bogu to, co w pamięci jeszcze płonie
I ja witałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja witałam nieraz kogo i ja witałam nieraz

Ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore
A razem z liszką, drogi Panie, me serce biedne, ciężko chore
Lecz nie rozczulaj się nad sercem, na cóż mi kwiaty, pomarańcze
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz

środa, 17 października 2007

Rehab



They tried to make me go to rehab but i said 'no, no, no'
Yes, I've been black but when i come back you'll know know know
I ain't got the time and if my daddy thinks I'm fine
He's tried to make me go to rehab but i won't go go go

I'd rather be at home with Ray
I ain't got seventeen days
'Cause there's nothing,
There's nothing you can teach me
That i can't learn from Mr Hathaway




Didn't get a lot in class
But i know it don't come in a shot glass

They tried to make me go to rehab but i said 'no, no, no'
Yes I've been black but when i com e back you'll know know know
I ain't got the time and if my daddy thinks I'm fine
He's tried to make me go to rehab but i won't go go go




The man said 'why do you think you're here'
I said 'I got no idea
I'm gonna, I'm gonna lose my baby
so I always keep a bottle near'
He said 'I just think your depressed,
kiss me here, baby, and go rest'

They tried to make me go to rehab but i said 'no, no, no'
Yes I've been black but when i com e back you'll know know know
I ain't got the time and if my daddy thinks I'm fine
He's tried to make me go to rehab but i won't go go go




I don't ever wanna drink again
I just ooh i just need a friend
I'm not gonna spend ten weeks
have everyone think I'm on the mend

It's not just my pride
It's just til these tears have dried




They tried to make me go to rehab but i said 'no, no, no'
Yes I've been black but when i come back you'll know know know
I ain't got the time and if my daddy thinks I'm fine
He's tried to make me go to rehab but i won't go go go
(tekst. Amy Winehouse)


wtorek, 16 października 2007

Byłabym

Gdybyś był, a nie bywał
Raz na jakiś czas .
Byłabym wreszcie "czyjaś"
Nie "bezpańska" - aż tak .

Gdybyś miał, a nie miewał
Czas i chęć i gest .
Byłabym na wyłączność
A nie - ogólnie dostępna .

Jesień trwa -
Rdzawich liści czas,
Kaloszy peleryn i mgły
Jesień trwa -
Szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha
Wyziębia nam serca - wiatr


(K. Nosowska)

poniedziałek, 15 października 2007

Eksperyment





Przeprowadźmy mały sprawdzian
Wytrzymałości duszy na ból
Pozwól mi się przekonać
Jak wiele cierpienia potrafisz znieść

Lecz nawet w chwilach tak okrutnych
Pamiętaj że nic się nie zmienia
Że kiedy upokarzam Cię
Robię to by bardziej Cię kochać

Nie ufaj ludziom którzy ciągle
Głaskają Cię ściągają czapki
Oni nie dadzą Ci tego
Co mogę dać Ci tylko ja

Teraz pójdę z innym mężczyzną
Potem zapytam co wtedy czułeś
A później wyznam publicznie
Że Twoje uczucie nic dla mnie nie znaczy
(Hey)

Nie wierzę politykom





Nie wierzę politykom nie
Nie wierzę politykom

To oni oni wytyczyli granice
To oni zbudowali mur
To oni podzielili nas
To oni patrzą na nas z góry

To oni mają swoje sprawy
O których my nic nie wiemy
To oni wywołują wojny
Na których to my giniemy
Nie wierzę politykom...

Ha ha ha Ciągle jeszcze mamy parę metrów do dna
Ha ha ha Ciągle spadamy to jeszcze nie jest to

We własnym domu trudno być prorokiem
Ale mówię to co wiedzę ze swych okien
I nie chcę was straszyć zobaczycie sami
Że najciekawsze dopiero przed nami
Nie wierzę politykom...
(Tilt)

niedziela, 14 października 2007

Demonologic





Szczęście jest kruche jak kryształ
Nieszczęście pewne jak skała
Mądrość rzadka jak brylant
W głupoty hałdach się wala

Poezji jest dola żebracza
Chamstwo rechocze po balach
Prawdę psów sfora osacza
Kłamstwo zaś wolność zachwala

Perły na wieprzu korale
Diament i świeni da blasku
Człowiek prometej na skale
Jak zwierzę kończy w potrzasku

Ciernista dla nas ta droga
Nie da nadziei śmierć miła
W ciemnośći szukamy Boga
A Bóg nas do diabła posyła

Sto razy wierzyłem wierzyłem tysiące
I wciąż wierzył będę nikt mi nie odbierze
Wiary mej gorącej póki świeci słońce
Nikt mi nie odbierze tego w co ja wierzę

Lecz wiara jednym prawda drugim w życiu
Wszak i złodziej wierzy że ujdzie bez kary
Tak wiele złego dzieje się w ukryciu
Wszędzie wiary tyle wszędzie tyle wiary

Wiara ponad wszystko nie ma z nią dysputy
Dosyć głupców na nią wytoczyło armat
Chcąc dowieść swego dopóki dopóty
Bomba nieodparcie sprawiła że dogmat

Znowu stał się ciałem choć samo umarło
Rozmowę z prawa sprowadza do zera
To co się stało dyskusję urwało
Tak niedowiarek za wiarę umiera

Koło zamknięte stawiałem tarota
czy znowu sztancę przyłożyć mam starą
Tak lekko otwarte zamknęły się wrota
Znowu dogmat powraca tą czy tamtą wiarą
Prawdy nie zastąpi.

(MMM)