poniedziałek, 31 grudnia 2007

Bal Wszystkich Świętych

Ta niedziela jest jak film, tani klasy "B",
Facet się pałęta w nim w nieciekawym tle,
Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić
I z dialogów wyszło dno, zero, czyli nic.

Wszyscy święci balują w niebie,
Złoty sypie się kurz,
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam tuż.

Tak bym chciał Cię spotkać raz, w ten jedyny dzień
Lub o tydzień cofnąć czas, ale nie da się,
Chociaż samotności smak aż do bólu znam,
Kiedy innych niedziel brak, trudno, co mi tam...

Wszyscy święci balują w niebie,
Złoty sypie się kurz,
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam tuż.
Świat się tylko już ze mną kręci,
Gwiazdy płoną jak stal,
Skasowałaś mnie z swej pamięci,
Aż mi siebie jest żal.

W niebie dzisiaj wszyscy, wszyscy świeci mają bal...

Budka Suflera - Bal wszystkich swietych

Tyle dróg

Tyle dróg zdawało się prowadzić do celu
Tyle dróg miało być najlepszych
Tyle dróg było tymi jedynymi
A wszystkie te jedyne i słuszne drogi
Okazały się ślepymi
Drogi porastały chwastami jałowymi
Buty maszerowały od wschodu do zachodu słońca
Nie było widać początku
Nie było widać końca
Cuda chodzą parami
W siedmiomilowych butach
Nie legitymują się dokumentami
Czy ty wierzysz w cuda?
(Pidżama Porno)

niedziela, 30 grudnia 2007

Zaczęty zeszyt



W niemożliwym niebie niemożliwe anioły,
w niemożliwym niebie niemożliwy dom.
I wcale nie trzeba chodzić do szkoły
i nie ma końca błazeński ląd.

W niemożliwym domu niemożliwe przedmioty,
w niemożliwym domu niemożliwy stół.
I już od południa tańce i psoty
i wszystko całe, niczego pół.

Ta piosenka jest tylko dla ciebie,
gdy usłyszysz ją znów z Leokadią,
wiedz, że mogłaby frunąć po niebie,
ale musi płynąć przez radio.

Ta piosenka jest tylko dla ciebie,
bo w niej dźwięczy mój śmiech i szloch,
gdy dopadnie cię w Pile lub w Łebie,
to pomyślisz cichutko: o...

W niemożliwy ranek niemożliwe prezenty,
w niemożliwy ranek na śnieg pada kwiat
i jest Zakopane, i zeszyt zaczęty
nie zapisany od tylu lat.

Ta piosenka jest tylko dla ciebie,
gdy usłyszysz ją znów z Leokadią,
wiedz, że mogłaby frunąć po niebie,
ale musi płynąć przez radio.

Ta piosenka jest tylko dla ciebie,
bo w niej dźwięczy mój śmiech i szloch,
gdy dopadnie cię w Pile lub w Łebie,
to pomyślisz cichutko: o...
(Agnieszka Osiecka)

sobota, 29 grudnia 2007

Nie zabiję nocy


Więc zostaje tylko to
Parę miejsc i kilka zdjęć
Wiara w ciszę, że nie kłamie nikt

Nie zabiję nocy...

Białe ptaki znów obsiadły mnie
Kruche żagle kryształowe


Złote statki pełne złotych mew

Znów nie zabiję nocy...

Dzisiaj chyba padał deszcz
Aniołowie śmiali się
Wyfroterowany hol po którym jadę w nicość
(Wilki)


Wilki - Nie Zabije Nocy

O,Romeo!



Po wieczerzy już zmyte naczynka,

We śnie leży spowita dziecinka,

Którą los na pociechę mi dał,

Za kolejną pomyłkę dwóch ciał.

Nastawiony już budzik na szóstą,

Mętnie senne odbija mnie lustro,

Tylko ja czuwam jeszcze

W moim oknie na piętrze

I w uśpioną uliczkę mą krzyczę:



O Romeo, słowiczy sokole,

O tęsknoto niewieścich pokoleń,

Otworzyłam ci okno

Na tę moją samotność,

O Romeo, czy jesteś na dole,

Czy jesteś na dole?



A na dole jak zwykle nikogo,

Może kolej z Werony za drogo?

Może konno wyruszył, a koń

Nieżyczliwie odnosi się doń?

Może nie ma na klimat nasz palta?

Może właśnie dokańcza Tybalta?

Może zły mu Kapulet sprzeniewierzył amulet?

Więc w uśpioną uliczkę znów krzyczę:



O Romeo, kochanku pokoleń,

O Romeo, już na mnie jest kolej,

Otworzyłam ci okno

Na tę moją samotność,

O Romeo, czy jesteś na dole,

Czy jesteś na dole?



A na dole odpowiedź jest ciszą,

A na czole mym troska o przyszłość,

Co to będzie za miesiąc jak wiek,

Kiedy drogi zawieje ci śnieg?

Co dzień gorsza Romeo pogoda

I ja jestem codziennie mniej młoda,

Do klasztoru ci zbiegnę,

Lub innemu ulegnę,

Żeby potem znów krzyczeć w uliczkę:



Nie ma ciebie

Romeo na dole,

O Godocie niewieścich pokoleń,

Otwieramy wciąż okna,

W każdym oknie samotna,

Patrzy w pole,

Gdzieś wywiódł ją.

(Jeremi Przybora, 1964)
Kalina Jędrusik O Romeo otworzyłam Ci okno

piątek, 28 grudnia 2007

TAK... TAK... TO JA




w końcu powiem ci co myślę,
tak prosto w twarz
kiedy cię widzę
to się wstydzę
że ciągle nosi ciebie świat

i wiedz że
że teraz znam
znam każdą odpowiedź
no powiedz coś

na wszystko
na wszystko
mam odpowiedź ostrą
i nie uciekniesz teraz mi

zakrywasz twarz przed ciosem
robisz milion głupich min
poczekaj poczekaj no
już ja cię urządzę,
powtarzasz to
to wszystko co robię
już mam cię dość
tych oczu pustych
poczekaj zaraz zbiję lustro - tak tak

tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten saaaaam

dopiero teraz
gdy nie słyszy nikt
(bądź spokojny - w domu jesteś sam)
do wanny wlałeś ciepłą wodę
i ogłaszasz w lustrze
że chcesz zmienić świat

ja wiem że trochę się starasz
lecz powiedz mi ile przed
lustrem spędziłeś dni

tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten saaaaam

już nawet ja
ja ci nie wierzę
uspokój się
schowaj ten język
no dobrze - wiem
że się starałeś
uspokój się
wczoraj nie spałeś

tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten saaaaam

tak tak tak tak tak tak
tak tak tak tak tak taaaaaak
(Obywatel GC)

czwartek, 27 grudnia 2007

I cóż, że żal

Casa Batlló
Byłaś tu widziałem przecież twoje oczy
Byłaś tu jakby to było dziś
A ta noc i te miliony gwiazd
Przypomną ci ten wspaniały czas
I wrócisz tu i będziesz ze mną każdej nocy
I wrócisz tu bo bardzo tego chcesz,
bo bardzo tego chcesz...
(Voo Voo)

środa, 26 grudnia 2007

Żyj nam, Skierlinko!









Gdy pierwszy śmiech dziecięcy-
lat temu sto tysięcy-
rozprysnął się na tysiąc
okruszków- mogę przysiąc-
jeśli słuchacie mnie-
z każdego wnet okruszka
powstała jedna wróżka.
A jeśli na zwierciadło
lub kroplę wody padł on-
to powstały dwie.
I odtąd życie wróżek zależy
od tego, czy w nie dziecko wierzy.
Bo kiedy dzieci wierzyć przestają,
to płaczą wróżki i umierają.
Teraz pokrótce na smutnej nutce:
wróżka Skierlinka umrze nam wkrótce.
Jeśli, o dzieci, nie zawołamy:
"Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!".
Dzieci! Powtarzam. Nie będzie żyła,
jeśli w nią nowa nie wstąpi siła!
A wstąpi siła, gdy zawołamy:
"Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!".
Więc teraz razem z całej siły
dzieci, co wróżki nie opuściły,
głosem wołają i sercem samym:
"Żyj nam, Skierlonko! My cię kochamy!".
Patrzcie- Skierlonka już nam ożywa.
Patrzcie, jak szybko sił jej przybywa.
Więc aż do skutku! Więc powtarzamy:
Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!
Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!
Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!
Żyj nam, Skierlinko! ... itd.
(tekst. Jeremi Przybora)

Nie będę dorosły


Niech mały osioł z osłem
wyrosną na dorosłe!
A ja przeciwnie, a ja to wcale
do tego się nie palę.

Czy po to być dorosłym,
by wąsy mi wyrosły?
Dla dzieci żebym oschły,
lub opryskliwy stał się?

Czy po to mam być duży,
bym w armii dzielnie służył
lub w zadymionym biurze
codziennie szefa bał się?

Czy po to mam dorosnąć,
by z tego móc wyrosnąć,
co życie czyni wiosną,
zamienia w baśni kraje?

Czy mam się wyrzec wróżek
i lotu, co mnie urzekł,
ku gwieździe, która w górze
tajemne znaki daje?

Czy po to się wydłużyć,
by w nudzie się zanurzyć-
zestarzeć się i zużyć
w gonitwie do pieniędzy?
Czy sprawić zaklęć siłą,
by wciąż się dzieckiem było,
by nic się nie zmieniło
w dzieciństwie moim więcej?

Nie, nie dorosnę, Wendy.
Nie będzie ze mnie ględy,
nudziarza ani zrzędy.
Lecz nie załamuj dłoni.
Dopóki dzieckiem będziesz,
widoczny będę wszędzie:
w przelocie, w smudze, w pędzie...
A potem mnie zapomnisz.(tekst: Jeremi Przybora; na zdjęciu: Mikołaj)

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Chcę, byś miał spokojne, dobre święta

Chcę byś miał spokojne, dobre święta.
Dni powszednie też. Nie pamiętaj niepotrzebnych słów i łez.
To jest czas na sen dla smutnych myśli.
Niech je skryje śnieg. Mogą tam pozostać nawet rok czy wiek.
Każdy dzień zanim zniknie nam w siwej chmurze wszystkich dni,
Niechaj ma wyjątkowy smak, niech ma jakiś sens i styl.
Chcę byś miał spokojne, dobre święta i twój los tak chce.
Chociaż wokół nie ma osób stu a dwie,
Będziesz miał szczęśliwe święta blisko mnie.


kopia kolędy - anna maria jopek & friends with pat metheny - chcę byś miał spokojne, dobre święta


***
Życzę
Prezentów w rozmiarze XXL,
a dla niegrzecznych niech będzie rózga.
No chyba, że ktoś woli dostać rózgom...

Co komu w duszy gra, byleby było Wam Wesoło!
Pozdrawiam makowobakaliowopiernikowogoździkowopomarańczowokarpiowo.Wszystkiego...!
Agnieszka

niedziela, 23 grudnia 2007

Nie ma jak u mamy

Ona jedna dostrzegała,
W durnym świecie jakiś ład;
Własną piersią dokarmiala,
Oczy mlekiem zalewala.
Wychowała jak umiała,
A gdy wyjrzał już człek na świat,
Wziął swój los w ręce dwie
I nie w głowie mu było, że:
Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kąt, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.
A tym czasem człeka trawił,
Spać nie dawał mu taki mus,
Żeby sadłem się nie dławił,
Lecz choć trochę świat poprawił.
Nie raz w trakcie tej zabawy
Świeży na łbie zabolal guz.
Człowiek jadł z okien kit,
Lecz zanucić mu było wstyd:
Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kąt, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.
Te porywy, te zapały
Jak świat światem się kończą tak,
Że się wrabia człek pomału,
W ciepłą żonę w stół z kryształem
I ze szczęścia ogłupiały
Nie obejrzy się nawet jak
W becie już ktoś się drze,
Komu nawet nie w głowie że...
Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kąt, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.
(W. Młynarski)


Wojciech Młynarski - Nie Ma Jak U Mamy

sobota, 22 grudnia 2007

Skończymy w niebie

GRZEGORZ CIECHOWSKI 29 sierpnia 1957- 22 grudnia 2001






(i w końcu nic nie musisz...
teraz już jesteś u nas...
mówiłem ci że tu trafisz...
nasze samoloty szybujące nad oceanem...
NIEBO... NIEBO...)
i tak wylądujemy w niebie
wszyscy skończymy właśnie tam
w niebie nam lepiej będzie pewnie
musi być w niebie lepiej nam
w niebie wymyśla każdy siebie
niebo wymyśla każdy sam
to musi się zakończyć niebem
dopniemy swego mówię wam
NIEBO... NIEBO... NIEBO... NIEBO...
w niebie umarłych nikt nie grzebie
bo każdy umarł najmniej raz
i każdy wszystko wie najlepiej
niebo wymyśla każdy sam
i w każdym z nas się NIEBO dzieje
nikt nie wymyśla NIEBA NAM
nikt nam nie zmienia go na lepsze
skończymy w NIEBIE mówię wam
bo NIKT nam w mózgu już nie grzebie
bo NIKT nie grzebie w mózgu nam
mówiłem wam skończymy w niebie
więc zaśpiewajmy jeszcze raz:
bo njkt nam w mózgu już nie grzebie
bo nikt nie grzebie w mózgu nam
mówiłem wam SKOŃCZYMY W NIEBIE
więc zaśpiewajmy jeszcze raz:
bo nikt nam w mózgu już nie grzebie
bo N|KT nie grzebie w mózgu NAM
mówiłem wam skończymy w niebie
więc zaśpiewajmy jeszcze raz...
(Obywatel GC)

OBYWATEL G.C-SKONCZYMY W NIEBIE

piątek, 21 grudnia 2007

Mężczyzna urlopowy


Mężczyzna urlopowy! Do kila i rufy!
Do perci! Watry! Kniei! Basiora i kufy!
Cumuje i patroszy! Dryfuje i tropi!
Juchtowy i siermiężny! I cholernie chłopi!
Potem odeń tchnie samczym, zmieszanym z lawendą...
Oj, z Kurrrwuda wakacje z takim chłopem będą!

MĘŻCZYZNA URLOPOWY:
Czasem ja ci trzepną nagle
w locie samca pardwy!
Czasem ci rozepnę żagle
na jeziorze Śniadrwy!
Czasem ci pokażę łosich
kopyt ślad na piasku!
Czasem inne całkiem cosik
na murawie w lasku...
O, hej! Hej ha!
Rada będzie luba ma!

Czasem ci roztoczę perci
panoramę czystą!
Czasem cię uchronię śmierci
z rąk recydywistów!
Czasem wilka zdławię w dłoni
w oczach twych niezłomnie!
Lecz nie zdołam cię uchronić
od miłości do mnie!
O, hej! Hej ha!
Rada będzie luba ma!
(Jeremi Przybora, 1969)

Zakochani

Fantastycznie elokwentni
Płodzimy złote myśli
Przesadnie dowcipni
Na granicy śmiesznosci
Z łatwoscią znajdujemy
Szlacheckie korzenie
Nawet jeśli błękitu
We krwi jedna kropla
Toaleta jest miejscem
Do którego nie chadzamy
Nie zdarza nam się jadać
Więc nie wydalamy
Jedyni na ziemi
Gazów nie puszczamy
Nie mamy problemów
Z przemianą materii
Zawiść jest nam obca
My z sercem na talerzu
W drodze do kościoła
Garbusowi grosz rzucamy
Kochamy wszystkie dzieci
Wszystkie dzieci nasze
Płaczemy nad losem
źle traktowanych zwierząt
Początek miłości
To czas udawania
Że wszystko co ludzkie
Jest nam obce
(P. Banach / K. Nosowska)

czwartek, 20 grudnia 2007

Last Christmas



A jaka choinka taka kolęda...
Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
you gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special

Jeszcze będzie przepięknie

Widziałem domy o milionach okien
A w każdym oknie czaił się ból
Widziałem twarze, miliony twarzy
Miliony masek do milionów ról

Czarny tłum kłebił się i wyciągał ręce
Wciąż było mało i ciagle chciał więcej
I wciąż nie starczało i wciąż było brak
Ciągle bolało, że ciagle jest tak

Strach nie pozwalał głośno o tym mówić
Strach nie pozwalał kochać się i śmiać
Strach nakazywał opuścić w dół oczy
Strach nakazywał cały czas się bać

Mieszkańcy miasta i przyjeżdżający
Tacy zmęczeni i tacy cierpiący
Przeklinający swój codzienny los
Słyszałem także taki głos


Jeszcze będzie przepięknie
Jeszcze będzie normalnie
Jeszcze będzie przepięknie aaa...

Czarny tłum kłebił się i wyciągał ręce
Wciąż było mało i ciągle chciał więcej
I wciąż nie starczało i wciąż było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

(Tilt)

TILT - Jeszcze będzie przepięknie

środa, 19 grudnia 2007

Niekoniecznie o mężczyźnie

Joan Miro


"Nóżka na nóżkę" tak go zwą
Guziczek przy szyjce powietrze kradnie
Widelcami dwoma rybkę je
Lecz dłubie w nosie i o ściane to
Na zawołanko z jego ust
Kłamstewka parami biegną w świat
Fizyczność jego żałosna jest
A w główce równie nieciekawie
Nie mogę uciec od niego nie
Bo ramionami zszyli nas
Kilka narządów współnych jest
Nawet nie mogę mu życzyć źle
Dlatego by nie widzieć go wczoraj wykłułam oczy swe
I by jego oddech nie drażnił mnie
W nosie noszę watę
Nie lubię go...
(P. Banach / K. Nosowska)

Hey - Niekoniecznie o mężczyźnie

Nie dorosłam do swych lat



Nie dorosłam do swych lat
Masz mnie za nic, dobrześ zgadł
Jak tak można? - pytam was
Tyle lat marnować czas
Nauczyłam w życiu się
Paru rzeczy - wszystkich źle
Ale moją dróżką idź
Gdy się już nie daje żyć

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - gdy po szklance koniak spływa jak łza
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zła
A w sercu już zamiast krwi tylko popioły i kurz,
tylko popioły i kurz
La, la, la, la, - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - gdy po szklance koniak płynie jak łza
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zło
I kiedy dłoń ściska szkło, w którym przez płyn błyska dno

Inni zawsze wiedzą, co
Jak, dlaczego, gdzie i kto?
Komu wziąć, a komu dać
A ja nigdy, kurwa mać
A już nie daj Boże, gdy
Jakiś się spodoba mi
Zamiast brać bez zbędnych słów
Plączę i się kończę znów

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - coż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja
Mieć, co się chce, można tylko, kiedy przegra się grę
A w sercu już zamiast krwi tylko popioły i kurz,
tylko popioły i kurz
La, la, la, la - wszystko prostsze kiedy ciebie się ma
La, la, la, la - po kieliszku koniak płynie jak łza
Cóż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja
Utopi noc naszych godzin zimnych zdrady i zło
Bądź ze mną, bo w mgle lat zginie nam "la, la" - słuchaj to.

(Staszek Staszewski)


wtorek, 18 grudnia 2007

Milczeć z tobą nie ma o czym

Joan Miro

Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie

Może w jakąś wieś się włożę zebrać późny miód
gdzie nie trwoży w palcu Bożym za paznokciem brud

Może gdzieś za górą, za doliną precz
Gdzie się niedźwiedź dzieli skórą, kubkiem mleka mlecz
Tam gdzie serce w trwodze zrówna wreszcie krok
Gdzie zapomni o ostrodze obolały bok

Gdzie się łza ku niebu wspina, schodzi z gardła ość
Gdzie pies chudy jak drabina z kotem dzieli kość
Gdzie z łańcucha rdzy poczęta wpadnie w stawu toń
Ta obrączka niepojęta, która pali dłoń

Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę, gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie

Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie

Może w jakąś wieś się włożę zebrać późny miód
Gdzie nie trwoży w palcu Bożym za paznokciem brud

Muszę trochę z drogi zboczyć więc nie pytaj gdzie
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle

Mówić z tobą źle.
(sł. Jan Wołek, muz. Henryk Alber)

Edyta Geppert - Milczeć z toba nie ma o czym

poniedziałek, 17 grudnia 2007

Moje miasto nocą

Samotne długie noce
i ostre noże w kieszeniach
to wskazówki zegarka
świecą w ciemnościach
nie, nie, nie
kroki na schodach
w bezruchu zamierasz
tu czai się strach, tak ciemno tu teraz
nie, nie, nie
właśnie tak, tak wygląda moje
miasto nocą,
tak wygląda nocą świat

Kiedy nadchodzi noc
przeraźliwie alarmy w ryk
okradanych samochodów
już nie liczy nikt
nie, nie, nie
kiedy gasną światła
nagle strach ogarnia
wszystko wtedy gdzieś przemija
coś się kończy i ulatnia
nie, nie, nie

Właśnie tak, tak wygląda moje

miasto nocą,
tak wygląda nocą świat(tekst: De Mono; na zdjęciu: Agnieszka "Gacek" i Mikołaj)

De Mono - Tak Wygląda Moje Miasto Nocą

Wielka dama tańczy sama

Wielka dama tańczy sama
Z wielką damą igra czas
Na niedzielę zamówiła tort
Wielka dama wielki gest
Przyszła dola i niedola
przyszedł smutek blady gość
rozłożyli wachlarz pełen trosk
zjedzą damie cały tort

Wielka dama znów tańczy sama
Gubi czerwony szal
Cztery damy dla wielkiej damy
A dalej tańczy czas
Wielka dama smutkiem pijana
Połyka złote łzy
Wielka dama dumna i sama
W sukni z wilgotnej mgły

Wielkiej damie na kolanie
Usiadł wielki czarny kot
Mruży ślepia liczy złote łzy
Dama gładzi go pod włos
Poszła dola i niedola
Poszedł smutny srebrny pan
Wielka dama okręciła szal
Och i dalej, dalej w tan
(na zdjęciu: Janusz Józefowicz i Basia Melzer)

niedziela, 16 grudnia 2007

Jaskółka uwięziona

katedra św. Eualalii - Le Seu







Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru
Nagła smutku kotwica, z niewidzialnego jachtu
Katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką
Jak śmierć kamienna bryła
Jak wyrok na prostokąt.
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
Tnie jak czarne nożyce lęk który ją ogarnia

Jaskółka siostra burzy, szalona fruwająca
Ponad głowami ludzi w których troska się błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Zwabiona w chłód katedry przestroga i modlitwa

Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą
Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą
Przeraża mnie ta chwila która jej wolność skradła
Jaskółka czarny brylant wrzucony tu przez diabła

Na wieczne wirowanie na bezszelestną mękę
Na gniazda nie zaznanie na przeklinanie piękna
Stan Borys - Jaskolka uwieziona

(Stan Borys)

sobota, 15 grudnia 2007

Chciałem być










Chciałem być marynarzem
chciałem mieć tatuaże
podróżować, zwiedzać świat
pięknie żyć, garściami życie brać

chciałem być piosenkarzem
chciałem mieć pełne sale
podróżować, zwiedzać świat
i wiele pięknych, pięknych kobiet znać

przemierzyłem cały świat od Las Vegas po Krym
zgrałem tysiąc talii kart, które lubią dym
skasowałem kilka bryk, nie żałuję dziś
nie żałuję dziś

chciałem dać coś dobrego
dałem tylko siebie
los okrutnie ze mnie drwił
gorzkich nauk nie oszczędził mi

chciałem wnieść coś nowego
chciałem mieć więcej wiary
los okrutnie ze mnie drwił
mojej wiary nie odebrał mi
(Tekst: M. Maleńczuk)

piątek, 14 grudnia 2007

Łazik z Tormesu

(...)
Szczęście sprzyja bogatemu
A nieszczęście ubogiemu
W oczy wiatr wciąż wieje temu
Złote jabłka zaś tamtemu
Chwalcie potęgę pieniądza

Bogacz zawsze się wywinie
Choćby był w najgorszej bździnie
Choćby nie wiem jak dołował
Stróż go anioł wyratował
Chwalcie potęgę pieniądza

Dla bidnego kazamaty
I policja tęgie baty
Kijem grzbiet mu wygarbują
Nie namaszczą zakopują
Chwalcie potęgę pieniądza

Złoto niebo i zaszczyty
Kałdun pełny żywot syty
Przyjaciele i wesele
Ma kto ma dukatów wiele
Chwalcie potęgę pieniądza

Kto ubogi był ten będzie
Żył w robactwie umrze w nędzy
Pod płotem go pochowają
Duszę diabłu zaprzedają
Chwalcie potęgę pieniądza

Choćbyś gwałcił choćbyś grzeszył
Choćbyś kogoś nożem przeszył
Choćbyś osrał dostojnika
Za pieniądze się wymigasz
Chwalcie potęgę pieniądza

Choćbyś w cnocie żył ubogi
Nie dla ciebie nieba progi
Od bram raju cię odpędzą
Bo im brzydko woniasz nędzą
Chwalcie potęgę pieniądza

Bóg też bogatemu sprzyja
Przykazanie z nim omija
Prowadzi go jak za rączkę
Raz w rozkosze raz w rzeżączkę
Chwalcie potęgę pieniądza

Biedny pójdzie raz na kurwy
Już go męczą głowę urwą
Bogacz z burdla do burdelu
Idzie w szczęściu i weselu
Chwalcie potęgę pieniądza (...)
(Wiesław Dymny)

czwartek, 13 grudnia 2007

Rehabilitacja komunistów

Park Grutas





















Niepotrzebna jest do tego żadna filozofia,
Żeby wiedzieć, że stworzenia akt - wymaga ofiar.
Cóż dopiero, gdy się tworzy nowe świata zręby,
Kiedy składa się ofiary i popełnia błędy.
By się jednak sprawiedliwość spełniła dziejowa,
Czas ofiary błędów - z czasem - zrehabilitować.
Tym co wieku pół już w grobach - odpoczynek wieczny;
Długa lista ofiar czeka na Sąd Ostateczny.
Komunista, by się dostać na wspomnianą listę
Musiał być zabity przez innego komunistę.

Grona mędrców komunizmu po nocach się pocą
Kto zasłużył na wskrzeszenie, a jeśli - to po co?
Kto się jeszcze przydać może, bo już chodzą słuchy,
Że marksiści potajemnie - wywołują duchy.
Jeden odpadł, bo przed światem prawdy się nie schowa:
Nie zamordowanoby go? To sam by mordował.
Inny też się nie nadaje, choć objęty czystką,
Gdyby żył - to jeszcze gorzej działoby się wszystko.
Niechby się inaczej zgięła historii sprężyna,
A rehabilitowalibyśmy dziś - Stalina.

Jednak dobrze jest pokazać raz całemu światu,
Że omyłki mogą się przydarzyć nawet katu.
I że kocha swe ubite potomstwo Ojczyzna
I potrafi - choć po latach - do błędów się przyznać.
Więc z powagą mówią, wznosząc stos zbutwiałych liści:
Jacy by z nich byli dzisiaj dobrzy komuniści!
Materializm historyczny na nowość się wybił
Udowadnia naukowo - co by było, gdyby...
Powie ktoś, że w tej balladzie intencja nieczysta...
Jam po prostu jest rusofil -
Antykomunista.
(Jacek Kaczmarski)