niedziela, 20 stycznia 2008

Zimowy duet

ON:
Spójrz, najmilsza, w tym parku- śmy sami.

ONA:
Nic dziwnego, najmilszy. Już zima.
Wyłączyła natura mechanizm na tym drzewie i listka już ni ma.

ON:
Wiatr goryczą pachnący park studzi, liście z parku wymiata i ludzi.

ONA:
Tylko władzy wiatr nie ma nad nami, bo gdy usta łączymy ustami...

OBOJE:
Znów zanoszą się śpiewem słowiki,
grają świerszcze i pasikoniki.
Brzęczą pszczoły i szemrzą strumyki,
i muzyki znów pełen jest park.
Ciepły wietrzyk prowadzi swą akcję-
pieści bzy wącha akacje,
budzi woni urocze sensacje-
póki wargi tulimy do warg.

ON:
Miła, czyżbyś mi drżała chwilami?

ONA:
Drżę o ciebie. Me szczęście utrudnia
to, że dzwonisz tak strasznie zębami.

ON:
To nie zęby, najmilsza, to lutnia.
Na niej piosnkę wydzwania miłości
chłód, co innych wypłoszył stąd gości,
ale władzy on nie ma nad nami.

ONA:
Bo gdy usta łączymy ustami...

OBOJE:
Rozkwitają fiołki, pierwiosnki,
świeżej trawy puszczają się włoski,
znów wierzbowe się kocą gałązki
jednym słowem wiosenny znów park.
Do nóg ściele nam bratków aksamit,
cudownymi upaja woniami,
eksploduje pąkowia salwami,
póki wargi tulimy do warg.

ON:
Przeobrażać, najmilsza przyrodę
to dla mojej miłości jest detal.
Kiedyś wiosną cię tutaj przywiodę,
gdy park będzie w bzów tonąć bukietach.

ONA:
Naszą wiosnę czas zimy nam powił.

ON:
I powiemy na ucho majowi,
że wystarczy na wiosnę czasami
mocno usta połączyć z ustami...

OBOJE:
I słowiki się zmienią we wrony-
i dokoła rozsrebrzą się szrony-
róże wdzieją trykoty ze słomy-
jednym słowem zimowy znów park.
Suche liście wiatr- figlarz pogoni-
pasmem włosów zatarga u skroni-
oszroniona gałązką zadzwoni,
póki wargi trwać będą u warg...

Jeremi Przybora (1953)

Brak komentarzy: