środa, 27 lutego 2008

Lema Pamięci Kosmiczny Pogrzeb

Czas umierać nastał – umieraj więc trwogo
Żadne cię mury zatrzymać nie mogą
Niczego Szpital w Tobie nie przemieni
Boś Planetą na niebie z Księżycami swemi



Tknięty na umyśle tkwisz w czasu maszynie
Niczym ludzka larwa zaklęta w bursztynie
Mózg razy nieskończoność do entej potęgi
Przeciążony trzeszczy niczym statku wręgi

Zapętlone wstęgi miriady soczyste
Tyś w gnozie nie uwiądł miał myślenie czyste
Aby diament się wykluł eony mijają
Tyś codziennie znosił brylantowe jajo



Śpiewają plejady kipi mleczna droga
Tam na jej rozstaju pożegnalim Boga
Wczoraj z jutrem się miesza dziecinnieje starzec
Wiosna jesień zima luty styczeń marzec

O Władco Much! Głosie Mego Pana!
Summo Technologiae – tylko tobie znana
Ten rebus rozwiąże kto pod presją działa
Potęgą umysłu wesprze słabość ciała



Wszystko to woda gmaź trochę białka
Trze się to mnoży pożera i ciamka
Chłepce i chlipie wrzeszcząc w nieboskłony
Na pastwę na życie sam pozostawiony

Tyś mi opowiadał o nieludzkiej przyldze
Boś ty był człowiekiem gdzie mi szukać przyjdzie
Byłeś i po tobie kto mi bajkę powie
Choćbyś wszędzie umarł nigdy w mojej głowie



Takeś się rozmnożył wtedy w czasu pętli
Ile żeś natrudził by śrubę przykręcić
Bo choć tylu was było w tym kosmicznym domu
W sterach mutry przytrzymać wciąż nie było komu

Takeście się żarli popadali w swary
Tyś jak Gabryjela wytykał przywary
Kosmiczna dulszczyzna jądrowa głupota
Żadna przed tym wiatrem nie chroni kapota



Zabierz mnie ze sobą ostawim ten padół
Oddaj mnie czeluściom zaprzedaj miriadom
Może raz się obejrzę – jeśli tak się stanie
To tylko dlatego żeś tam miał mieszkanie

Stanisławie martwy kukło twego ciała
Cóżeś taki umysł przez życie chowała
Płoń teraz cierpliwie w ognistej kąpieli
Drugiego takiego już nie będziem mieli




Tyś pomysłów włóczniemi dościgać nie musiał
Starczy byś do stołu przy maszynie usiadł
Już w galaktykę pędzą strzały chyże
Z tytanowej stali bo na nic tam spiże

Leć pilocie Pirxie przywieź mi nadzieję
Dobry to skafander w niego się odzieję
Dzięki też losowi – życia twardej skale
Żem cię Stanisławie czytał w oryginale
(Maciej Maleńczuk)

1 komentarz:

Yolar pisze...

This comment has been removed because it linked to malicious content. Learn more.