poniedziałek, 5 maja 2008

Bynajmniej



Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu
Choćby najbardziej pobieżnym
Że się spotkali pan ten i pani
w pociągu dalekobieżnym.

Ona na pozór duży intelekt
On, może trochę mniej
Ona z tych, co to pragną zbyt wiele
On szeptał jej...

Za kim to choć go przedtem nie znałem
Przez tłoczny peron się przepychałem
Za panią, bynajmniej, za panią

Przez kogo płonę i zbaczam z trasy
Czyniąc dopłatę do pierwszej klasy
Przez panią, bynajmniej, przez panią

Byłem jak wagon na ślepym torze
Pani zaś cichą stać mi się może
Przystanią, bynajmniej, przystanią



Mówię jak czuję, mówię jak muszę
Gdzie pani każe, tam z chęcią ruszę
Za panią, bynajmniej za panią

Ta pani tego pana niszczyła
Przez cztery stacje co najmniej
Zwłaszcza złośliwie zaś wyszydziła
Użycie słowa "bynajmniej"



A on, on w końcu nie był zbyt tępy
Cokolwiek przygasł, to fakt
Ale ogromne zrobił postępy
Mówiąc jej tak:

Człowiek czasami serce otworzy
Kto go zrozumie, kto mu pomoże
Nie pani, bynajmniej nie pani

I kto nie patrząc na tą zdania składnię
Dojrzy, co człowiek ma w sercu na dnie
Nie pani, bynajmniej nie pani

U pani, prosze pani, w życiu wszystko jest proste
Myśli są trzeźwe, słowa są ostre
I ranią, cholernie mnie ranią

I wiem, że jesli szczeście dogonię
W cichej przystani się kiedyś schronię
To nie z pania, bynajmniej nie z panią.

Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu
Które jest prawie skończone
Że gdy rozstali się ten pan z panią
Szedłem za nimi peronem

I wtedy czegoś, co się zatliło
I uleciało gdzieś w dal
Przez jedną chwilę mi się zrobiło
Bynajmniej że, bynajmniej że, bynajmniej że... żal.
(tekst. Wojciech Młynarski)


Bynajmniej

Brak komentarzy: