środa, 21 maja 2008

Przez deszcz runęły z nieba...







Przez deszcz runęły z nieba stadami wiosenne liście
I siadły na gałęziach. Skulone tajemnie
Choć wiosną nikt nie umie śpiewać od ptaków czyściej
Śpiewały jaśniej o strunę. O kroplę. Chociaż nieme
Uniosły się zatem drzewa prosto w chmury przyjazne
W deszcz. W pocałunek nieba z szeroką gębą ziemi
Nas także proszono na loty. A to, że nie frunął każdy
To wina grzechów lenistwa. Może niewiary ciemnej
Jest wolność. Jedni zostają, drudzy w deszczu latają
Może nie za wysoko... A jednak trochę bliżej
Do słońca, co nas szeroko jak wielki pies obliże
Możemy się załapać w powszednie dni spadając
Bezpiecznego promienia...
Bo właśnie słońce skudlone
Przez długi wiatr zimowy sierść zabłoconą kąpie
Będą w powszednich domach drzwi złoto otworzone
Abyśmy wrócili niosąc liście jak psalmu chorągiew
(Ernest Bryll)

Brak komentarzy: