poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Pani Pasztetowa

moje pierwsze śniadanie w Sopocie


drugie śniadanie na Monciaku


na obiad dorsz z frytkami i ogórkiem w Gdyni


a kolacja w Gdańsku przy Żurawiu, ach...


Obraziłam się na świat
nie mieszkam tam gdzie
dawniej od miesiąca mym
domem jest lodówka lubię
jeść więc mało jest miejsc
gdzie mogłabym czuć się
szczęśliwsza na białyc
drzwiac wywieszka czarna
a na niej na żółto nazwisko
mam tu wszystko czego
trzeba święty spokój i
ulubioną porę roku łapy
precz nie dzielę się
jedzeniem ha ha ha...
czasami tylko żal ogarnia
mnie z powodu braku
miłosnyc wzlotów lecz
właśnie wczoraj coś zdarzyło
się pan pasztet poprosił mnie
o rękę zgodzę się bo myślę
że ja też coś do niego czuję
znamy się krótko lecz mam
przeczucie ze miło będzie
razem się zestarzeć
łapy precz nie dzielę
się jedzeniem ha ha ha
(Kasia Nosowska)

10 - Pani Pasztetowa

2 komentarze:

sydney pisze...

to Ty tam widzę , po szlachecku żyjesz :)

Igusza pisze...

Żyję prawie jak bohaterki z telenowel meksykańskobrazylijskoamerykańskodynastiowych. Każdy posiłek czy to jest lunch czy dinner konsumuję w innej ekskluzywnej restauracji i do tego w innym mieście przemieszczajac się wszędzie prywatnym helikopterem ;-)