niedziela, 26 października 2008

Psy w "Srebrnych Falach"


Właśnie z Moyrą wróciłyśmy z porannego, jesienno- niedzielnego spaceru :-)


























Zwierzęta kocham - ale
wybili mi to z głowy.
Był Dom Wypoczynkowy
pod nazwa "Srebrne Fale".

Pamiętasz chyba jeszcze
różowy domek ów,
te świerki i te świerszcze,
i te plejady psów.

Kierownik miał bernarda,
pies wielki był i zły;
kucharka pani Marta
tez miała swoje psy.

Księgowy miał jamnika,
nosówkę jamnik miał,
a bernard kierownika
co wieczór wpadał w szal:

na gdańskiej szafie siły
próbował, wbijał kły;
a wtedy wychodziły
z pokojów inne psy.

Szczekały (uch!) zajadle,
w ciemnościach pies co krok:
skajterier, gryfon, ratler
i jeszcze jakiś dog.

Skąd tyle psów się bierze?
O, niesłychany dom,
oddany, mówiąc szczerze,
w użytkowanie psom.

Po schodach chodzą kundle,
szukają, co by zjeść,
a w tekturowym pudle
spanielków drzemie sześć;

trzy wielkie wilki w sieni,
w piwnicy osiem psów,
a Cytra dziś się szczeni,
wiec pieski będą znów.

Przywiozłem ciepły sweter,
bo jesień juz i mgła;
mój sweter pożarł seter
z pokoju Numer Dwa.

O świcie straszny łomot,
przyjechał nowy gość,
twarz miła ma, znajoma,
lecz z pieskiem jak na złość:

pudelek, istne cudo!
ogonek, czworo nóg.
Zaraz mnie ugryzł w udo,
potem, na deser, w kciuk.

Deszcz pada. Rana boli.
Gangrenę będę miał.
Do wanny! W wannie koli,
pod wanna spal czau-czau.

Na łóżko padam moje
owijam nogę w szal.
Juz w oczach mi się troją
te psy ze "Srebrnych Fal".

Przychodzi noc piekielna,
na łóżku jak się wić?
Nad lasem wschodzi pełnia.
Psy zaczynają wyć.

Jest we "Śnie nocy letniej"
opis koncertu psów.
Te wyły jeszcze świetniej:
- Uuuuuu.

Zwlekam się z łóżka. Rzężę.
Mam oczy pełne łez.
Za oknem chodzi księżyc
jak wielki srebrny pies.

O, jak daleko ranek!
(żeby to piorun trzasł!)
Kierownik walerianę
popija raz po raz.

Nasz portier, zloty Maniuś,
klnie na czym stoi świat,
z numerów setka paniuś
wychodzi w bieli szat.

I znowu dzwonek dziki,
znów jakiś gość (psiakrew!):
na reku pekińczyki,
na smyczy chart jak lew.

Prosimy!! Z sercem. Z łezką.
Szyneczka? Może chrzan?
Tu miejsce jest dla piesków,
a tutaj spocznie pan.

To wszystkie psinki?
Boże, przecież pan więcej mogł!
A może pan na dworze
zostawił parę sztuk?

Gość wygląd miał niebiański,
łagodnie cmoknął i:
dwanaście psów maltańskich
gęsiego weszło w drzwi.

Dwanaście, cóż to znaczy,
to najpiękniejsza z liczb!
Teczunia na ten haczyk!
a tutaj gwóźdź na smycz.

Dwanaście, ach, dwanaście,
ze szczęścia brak nam tchu;
pan zje, a potem zaśnie
w łóżeczku luli-lu.

Cudownie! Niech pan wcina.
A może suflet z jaj?
I pan, i pańska psina
tu będzie miała raj.

Małżonka czy tez zdrowa?
Może pan woli drób?
A może powachlować?
A może masaż stóp?

Pobiliśmy faceta
na schodach "Srebrnych Fal",
bo, jak mówi poeta:
psa to właściwie żal.

Najwięcej wali Maniuś,
bo cos do niego czuł,
a setka strasznych paniuś
biegała z góry w dół.

A kiedy rejwach zamilkł,
chłopiec z depeszą wszedł:
PRZYJEZDZAM CZWARTEK PSAMI
POZDRAWIAM DZIDZIA ZET.
(Konstanty Ildefons Gałczyński , 1953)

2 komentarze:

sydney pisze...

no i proszę "who let the dogs out" ?!
szalona zwierzyna :)
na wcześniejszych zdjęciach był tez kot, nie ma między 'konfliktu interesów' ... ? ;)

Agnieszka pisze...

Pies jest zazdrosny o kota, ale tylko wtedy kiedy zbyt długo zachwycam się kocią urodą. Poza tym jedzą z jednej miski i śpią ze mna w jednym łóżku. Symbioza :-)