poniedziałek, 31 marca 2008

Na ulicy Słowiczej




Na ulicy Słowiczej, na ulicy zmyślonej
Nie ma wcale kamienic, tylko same balkony.

Pozawieszał je nigdyś na pozornych zawiasach
Obłąkany architekt, który nie żył w tych czasach.

Nikt z przechodniów nie dotarł do zmyślonej ulicy;
Unikają jej szklarze i wędrowni muzycy,

Tylko księżyc zarzuca na balkony swą pełnię
I przepływa bez cienia, niewidzialny zupełnie.

Na balkonach są róże, a na różach słowiki;
Róże mdleją po nocach od słowiczej muzyki,

I to wszystko się dzieje, jakby działo się we śnie,
A zarazem istniało poza snem jednocześnie.

I odróżnić nie sposób mgły od snu, co tak ściśle
Mgłą się staje jak dotąd w żadnym innym zamyśle.

A ty błąkasz się nocą po ulicy Słowiczej
Pełna westchnień tłumionych i niewiernych słodyczy,

I ku górze wyciągasz przezroczyste swe dłonie,
Bym ukazał się tobie na zmyślonym balkonie.
(Jan Brzechwa)

niedziela, 30 marca 2008

Śpiwka Aliny



Chodzę sobie, zbieram rutkę,
śpiewam piosnki wesolutkie.
A czasami śpiewam rzewne-
co i rusz to sobie śpiewnę-
la la la-
sobie śpiewnę

W rękach mi się pali praca-
doje krówkę, kurkę macam,
pielę, międlę, przędę, plotę
i się modlę przed i potem-
la la la-
przed i potem.

Gdy uplotę z rutki wianek,
wyjdę sobie w nim na ganek-
czy nie jedzie jaki rycerz
nastawiony na dziewicę?-
la la la-
na dziewicę.

Oj, nie musi to być książę-
niech on z trudem końce wiąże,
byle cnotę mą docenił-
się zakochał i ożenił-
la la la-
i ożenił.

Ale nawet w ślubnym puchu
nie zapomnę przy mym zuchu-
gdy od niego żądzą buchnie-
o siostrzyczce i matuchnie-
la la la-
i matuchnie.

Więc wynagródź Ty mnie, Boziu,
za ten mój moralny poziom
i - nim szanse wiek przekreśli-
rycerzyka Ty mi ześlij-
la la la-
Ty mi ześlij!
(Jeremi Przybora, 1986 do "Balladyny`68")

sobota, 29 marca 2008

Do Niemna

Mickiewicz w Warszawie

Mickiewicz w Wilnie

Niemnie, domowa rzeko moja! gdzie są wody,
Które niegdyś czerpałem w niemowlęce dłonie,
Na których potem w dzikie pływałem ustronie,
Sercu niespokojnemu szukając ochłody?

Tu Laura, patrząc z chlubą na cień swej urody,
Lubiła włos zaplatać i zakwiecać skronie,
Tu obraz jej malowny w srebrnej fali łonie
Łzami nieraz mąciłem, zapaleniec młody.

Niemnie, domowa rzeko. gdzież są tamte zdroje,
A z nimi tyle szczęścia, nadziei tak wiele?
Kędy jest miłe latek dziecinnych wesele?

Gdzie milsze burzliwego wieku niepokoje?
Kędy jest Laura moja, gdzie są przyjaciele?
Wszystko przeszło, a czemuż nie przejdą łzy moje!
(Adam Mickiewicz)

piątek, 28 marca 2008

Małe wu-wu


"Gość dom, Bóg w dom"
-
Gacek z Mikołajem, Gają i Leą











Małe Wu Wu w krainie snów
Przeróżne śni wyprawy,
W księżyca nów rusza na łów,
Gdy śpi na boku prawym.

Małe Wu Wu w krainie snów
Gdy śpi na boku lewym,
W księzyca nów, jak łowca głów,
Piosenkę taką ziewa:

Małe Wu Wu wlazło na palmę -
Wrażenie kolosalne !
I zaczęło jeść daktyle,
A za chwilę rzeką Nilem
Podpłynęły krokodyle:
- Wu Wu znikaj stąd i tyle !

Małe Wu Wu zmyka co tchu,
Patrzy antylopa gnu !
Z tyłu zęby krokodyla,
Rzuca zębom pół daktyla
I nie mysląc ani chwili
Antylopę cap za rogi !
Tak przebiegli kawał drogi.

A tu z chmur - kap! siur! siur!
Chmura chmurę gna galopem !
Na Wu Wu i antylopę
Kap ! kap ! kap ! kap ! strugi kropel.
Wody więcej tu niż w cebrze -
Wu Wu jedzie już na zebrze !

Małe Wu Wu patrzy, a tu
Wypłukały biedną gnu
Tropikalne krople dżdżu !
I jak zebra na obrazku
Cała się zrobiła w paski,
I z rozpaczy brnęła w piaski !

Upał dziki, w krąg tropiki,
Suche piaski. Na nich zebra.
Na niej paski niby żebra.
A na zebrze Wu Wu małe.
Dookoła zaś upały:
Słońce piecze cały dzień,
Nigdzie w dół nie pada cień !

Była to pustynia Gobi.
Myśli Wu Wu - Co tu robić ?
To stanowczo nienormalne,
Brak osłony w dni upalne !
Muszę więc zasadzić palmę.
Tylko gdzie ? Może tu !!! -

Ucieszyło się Wu Wu !
W małym dołku już za chwilę
Zakopało dwa daktyle.
I nie minął nawet dzień,
A z daktyli wyrósł pień,
Potem liście i był cień !

Małe Wu Wu wlazło na palmę -
Wrażenie kolosalne !
I zaczęło jeść daktyle,
A to było gdzieś nad Nilem.
(Voo Voo)

Zawołam na pomoc wszystkie ptaki



Zapytam wody, jakie oczy masz,
pośle za tobą w pogoń chmurę ptaków,
za góry za las.
Zapytam wody, jakie oczy masz
pośle za tobą w pogoń chmurę ptaków,
za góry za las. Pośle za tobą w pogoń
chmurę ptaków za góry za las.
Jak zechce w rzece zawróci woda, ale bez ciebie,
bez twego spojrzenia ja żyć nie mogę,
ale bez ciebie bez twego spojrzenia ja nie mogę żyć.
(Skaldowie)

czwartek, 27 marca 2008

Dobranoc panowie











Już cienie się włóczą wśród jeżyn,
wyglądają legendy spod pierzyn,
już noc, już noc, już noc...

Możesz zamknąć swój dzienny teatrzyk,
nikt na ciebie nie patrzy, nie patrzy,
już noc, już noc, już noc...

Dobranoc panowie, dobranoc,
obrączki na szczęście, pchły na noc,
dobranoc panowie, dobranoc,
ta noc niech wam pójdzie na zdrowie!

Do pudełka poukładaj żołnierzy,
przestań szarpać nerwowo kołnierzyk,
już noc, już noc, już noc...

Helikopter swój wstaw do garażu,
zdrowej ręki już dziś nie bandażuj,
już noc, już noc, już noc...

Fotografia jak byłeś mały,
i te panie, co cię całowały
i historie jak grałbyś Hamleta,
i ta jedna, jedyna kobieta!

Dobranoc panowie, dobranoc,
obrączki na szczęście, pchły na noc,
dobranoc panowie, dobranoc,
ta noc niech wam pójdzie na zdrowie!

Udawanie się zacznie od jutra,
a na razie odpłyńmy na kutrach,
w tę noc, w tę noc, w tę noc...

Jutro znowu się tobą zachwycę,
zbudzisz we mnie kochankę i lwicę,
a dziś, a dziś jest noc

Dobranoc panowie, dobranoc,
obrączki na szczęście, pchły na noc,
dobranoc panowie, dobranoc,
ta noc niech wam pójdzie na zdrowie!

Kobiety waszego życia idą spać,
nie trzeba ich kochać wcale, ale...
nie trzeba, nie trzeba ich kochać wcale,
ale, ale...
(Agnieszka Osiecka)

środa, 26 marca 2008

Chodźmy w deszcz





Stawiam kropkę nad "i", przedstawiam me niewole, które zrzerają mnie od środka jak korniki korę. Tyłki wciśnięte w zamszowy nowy fotel, głowa na dębowym stole. Skaczę jak płyta na adapterze. Skaczę jak skoczek ze spadochronem, nad moim domem, co nie jest nomen - omen zapisane. Pole popisu mam więc całkiem duże, proszę burze oklasków w dużej temperaturze. Me niewole zdjąć jak z igły kurze, co daje czysty przester. Słowa mą bronią, rozpoczynamy jawkę ala spagetti western, wersja numer jeden z testu, Jeśli masz uruchomiony tester. ograniczyć me niewole, wysyłać hen prosto w przestrzeń, me niewole. Po błędnym kole, wyłączyć pole ochronne i tlenie, bo tlen mi potrzebny by oddychać ehe ehe. Niewole małe jak karteczek zwoje, ale rozpieszczone jak telewizyjni idole, zbędne niczym szafie mole. Komórkowe telefony, rozmowy, dryń dryń, me niewole

Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
By zmoczyć niewole, moje i Twoje niewole,
a chodźmy w deszcz

Dryń dryń telefon dzwoni i rusza od nowa. Nowe mity i Twoja mała mitologia, co nie zdoła mi założyć pęta. Produkujecie nowe trendy robicie im zdjęcia. Torebeczka do szminki, szminka do dupy, ja mam styl pierwszej próby. Strzelam słowami z elektrycznej tuby. A Ty chcesz gdzieś mnie zaszczepić, chcesz definicji mojej grupy krwi, która wiesz jak brzmi, bo tłucze o Twe membrany, a bit jest gruby. Przyczepił się do Ciebie jak do drzewa warstwa huby. A Ty najchętniej to rączki to byś mi związał pentelką. Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop. Strumień bezłudzeń zanim obudzę się we włąściwym miejscu. Chcesz mi zafundować trumnę, ułożyc mnie jak skrzypce w futerale. Ostatnim gwoździem dobić mój talent, który i tak coraz rzadziej w radiu, nawet tym co ma twarz, a nie ma ryja. Teraz reklamy nie przerywają muzyki to muzyka reklamy przerywa, wszystko jest towarem. Pyk Pyk świeci i przemija

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,

Chodźmy w deszcz!

Reklamy na słupie, reklamy na koszuli, na puli zbędnych nagrań. Reklamy na dupie i ciasteczku przeliczamy banknoty, czy starczy czy nie, czy rzut do tarczy i od razu numer 10, to niemożliwe. Musisz biec tup tup a masz tylko chwilę, dryń dryń faxy, idą szybkie ksero, wypalamy płytki nielegalnie w nero. galeria mokotów, czerwone koszule, garnek modna opaska, czapeczka siub siub, i szybciej szybciej puk puk goście, obiad, serwis pach nie sapać, nie chrapać. Budzik - wstać rano, buty, spodnie, koszula, biegiem, drzewo numer 1, drzewo numer 2, drzewo numer 3, drzewo numer 27, niewole ehe ehe

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
a chodźmy w deszcz,
zmoczyć niewole, moje, Twoje małe, duże niewole. Moje, Twoje niewole! Niewole! Nie - niewole
(Fisz)

wtorek, 25 marca 2008

Bądźmy dziećmi

trzy siostry...

Aga


z Natalią


z Zuzią


Nie mów nie, bo będę myślał, że nie
Powiedz tak, to słowo lepszy mam smak
Nie mów nie, niech jeszcze potrwa ten sen
Bądźmi dziećmi jeszcze raz
Jeszcze raz...

Nie myśl źle gdy mówią o mnie - to bzik
Nie myśl źle bo to nie zmieni już nic
Nie mów źle niech jeszcze potrwa ten sen
Badźmi dziećmi jescze raz
Jeszcze raz...

Kiedyś kupię parasol
I tak jak wszyscy w szarym płaszczu
Zniknę w mgle
(Lech Janerka)


Badzmy dziecmi, Lecha Janerka, Piosenki, 1989

poniedziałek, 24 marca 2008

I po świętach


Piosenka o tajemnicy

Życie jest mdłe i znikome,
życie się całkiem nie liczy
bez jakiejś wielkiej niewiadomej,
bez tajemnicy.

Bez owej mgiełki, co zwiewnie
ogród zielony osnuwa,
bez tego, co się ledwie, ledwie
przeczuwa...

Aż nagle głowę, dom, ulicę
wielka ogarnia jasność
i masz już swoją tajemnicę
na własność.

Chowasz swą wielką wiadomą
w sercu, pod swetra pancerzem
i strasznie pragniesz, by ją komuś
powierzyć.

Bo życie się całkiem nie liczy
i jest dość marne, jeżeli
nie ma się z kim tą tajemnicą
podzielić.

Gdy nie ma rąk, co się chwycą
i ust, co szepną te słowa:
ja cię na zawsze tajemnico
dochowam.

A ten, co wytrwa, wytrwa dzielnie
w tym zamiarze nieprostym,
nie będzie nigdy beznadziejnie
dorosły.

Od życia trosk i goryczy,
zieleń obroni go młoda,
skryta w dzieciństwa tajemniczych
ogrodach...

(Wojciech Młynarski)

niedziela, 23 marca 2008

Przeczucie (Cztery pory niepokoju)

Wiosną lody ruszyły, Panowie Przysięgli.
Zakwitają pustynie, śnieg się w słońcu zwęglił,
Bóg umiera na krzyżu, ale zmartwychwstaje,
Kurczak z pluszu wysiedział Wielkanocne Jaje,
Baran z cukru nie martwi się losu koleją,
Świtem ptaki w niebieskim zapachu szaleją.
Tyle razy to wszystko już się wydarzyło,
Więc dlaczego przed strachem chowamy się w miłość?

- Bo za oknem wiosenny wiatr drzewami szarpie,
Budzą się do pracy upiory i harpie;
Nie ufaj w wieczory, wstań, zaciągnij story -
Upiory i harpie, harpie i upiory...

Latem cierpkie owoce pęcznieją słodyczą,
W tańcu pracy pszczoły na urodzaj liczą,
Słońce szczodrze wytrząsa swoją gęstą grzywę
Na ludzi ospałych, na miasta leniwe.
Matka Boska się pławi w złocie i zieleniach,
Pustoszeją w święto narodowe więzienia -
Tak co roku nas lato spokojem kołysze,
Więc dlaczego przed strachem chowamy się w ciszę?

- Bo za oknem grzmot się ściga z błyskawicą,
W letnią burzę tańczą Wodnik z Topielicą -
Zakochani w zbrodni, ofiar wiecznie głodni -
Wodnik i Topielica, Topielica i Wodnik.

Jesień kładzie słoneczne wspomnienia w słoiki,
Pachną zioła, pęcznieją worki i koszyki,
Przyjaciele wracają z podróży dalekich,
Obmywają stopy w nurcie własnej rzeki.
Pod wieńcem i zniczem usypiają zmarli
Zapomniawszy już o tym, co życiu wydarli,
Poeci o jesieni powielają sztampy,
Więc dlaczego przed strachem - zapalamy lampy?

- Bo za szybą jesienna ulewa zajadła,
Podchodzą do okien strzygi i widziadła.
Odwróć się od szyby, rozmawiaj na migi -
Strzygi i widziadła, widziadła i strzygi...

Zima dzieli istnienia na czarne i białe,
Zimą ciało ogrzejesz tylko innym ciałem,
Paleniska buzują, ciemnieją kominy,
Gęsim puchem piernaty wabią i pierzyny.
Trzej Królowie przybędą Panu bić pokłony,
Złożą dary bogate na wiechciu ze słomy.
Już lat dwa tysiące powraca to święto,
Więc skąd nad stołami milczące memento?

- Bo za oknem śnieżyca, chichoty i wycie,
Przed którymi na próżno chowamy się w życie.
Ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie -
Pamiętamy, co było...
Więc wiemy, co będzie.
(Jacek Kaczmarski)

sobota, 22 marca 2008

Czerwone tulipany



czerwone tulipany
słoneczna żółć je rozgrzewa
nazbieram je dla Ciebie
przychodzę do Ciebie
a Ciebie nie ma

puk puk
puk puk
a Ciebie nie ma
puk puk
puk puk
a ja ciągle czekam

nade mną zebrały się czarne chmury
wszyscy patrzą śmieją się
nie mam już gdzie spacerować
nie mam już dokąd sobie pójść

puk puk
puk puk
a Ciebie nie ma
puk puk
puk puk
a ja ciągle czekam

(Negatyw)

Negatyw - Czerwone tulipany

piątek, 21 marca 2008

Wiosna przyjdzie i tak

21 marca- pierwszy dzień wiosny...





Chciałeś szumieć jak drzewo
gnać po niebie jak młody wiatr
dzisiaj nisko jest niebo
że aż musisz się schylać

Chociaż runął ci świat
wiosna przyjdzie i tak

Jeśli zrobiłeś błąd
to cię młodość rozgrzeszy
jeśli przestałeś już wierzyć w to
życie uczy nadziei

Chociaż runął ci świat
wiosna przyjdzie i tak
(Kayah)

czwartek, 20 marca 2008

Jajo

Dziewczyny z podwórka. Chłopaki z mojej ulicy

http://www.myspace.com/pudels

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/p_delsi_z_podworka_wywiad_z_zespolem_60814.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/chlopaki_z_mojej_ulicy_ciag_dalszy_rozmowy_z_p_delsami_60881.html


Za starym garażem
Mali indianie
Pistolety na wodę
Kowboje czają się w bramie
Dziewczyny ukradkiem
Patrzą na tę wojnę
Żar leje się z nieba
Tak trudno o tym zapomnieć.

Dziewczyny z podwórka
Chłopaki z mojej ulicy
Parada wspomnień
Promenada zapomnień
Dziewczyny z podwórka
Chłopaki z mojej ulicy
Parada wspomnień
Defilada zapomnień

Pierwszy papieros
Pocałunek z pierwszą dziewczyną
Gitara, zarwane noce
Patykiem pisane wino
Szare podwórko
Wielu historii świadek
Pamięta nie jedno
krew i zdradę

Dziewczyny z podwórka
Chłopaki z mojej ulicy
Parada wspomnień
Promenada zapomnień
Dziewczyny z podwórka
Chłopaki z mojej ulicy
Parada wspomnień
Defilada zapomnień

Nocne wypady
W nieznane ulice
Potyczki, balangi
Krok w dorosłe życie
To wszystko za nami
Wygraliśmy tę wojnę
Teraz nasze dzieciaki
Tworzą własną historię

Dziewczyny z podwórka
Chłopaki z mojej ulicy
Parada wspomnień
Promenada zapomnień
Dziewczyny z podwórka
Chłopaki z mojej ulicy
Parada wspomnień
Defilada zapomnień
(Pudelsi)


Dziewczyny z podworka mas

środa, 19 marca 2008

Biust





Noc i dzień, dzień i noc
Marzył mu się jej kształtny biust
I wierzył że znajdzie taką moc
By dotrzeć do jej niebiańskich ust

I wino pił zamiast wódę chlać
Poznał tych co wypada znać
Lecz na nic ten cały kram
Bo panią już uwiódł inny pan

Ten inny ktoś z tego poznać się dał
Że przyjemnie dość na gitarze grał
Pieścił każdy ton na gitarze swej
A jej się zdawało że pieści piersi jej...
(słowa i muzyka Wojciech Waglewski)

wtorek, 18 marca 2008

Imagine




Wyobraź sobie, że nie ma raju,
to jest łatwe, jeśli tylko spróbujesz.
Żadnego piekła pod nami,
A ponad nami czyste niebo,
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
żyjących dla dnia dzisiejszego…

Wyobraź sobie, że nie ma krajów,
To wcale nie jest trudne
Nie ma o co walczyć ani za co umierać,
Żadnej religii również.
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
żyjących w pokoju…

Wyobraź sobie, że nie ma własności,
Ciekawe, czy potrafisz,
Bez potrzeb, chciwości lub głodu,
Braterstwo ludzkie,
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Dzielących się całym światem…

Możesz powiedzieć, że jestem marzycielem,
Ale nie jestem jedynym.
Mam nadzieję, że pewnego dnia do nas dołączysz,
I świat będzie żyć jednością

(John Lennon)

poniedziałek, 17 marca 2008

Piosenka dla ptaka





Kiedy podnieść się nie możesz
i ogarnia cię zwątpienie,
wtedy nie płacz, ptaku, nie płacz.
Podnieś głowę w stronę nieba,
uwierz skrzydłom,
własnym skrzydłom,
one kiedyś ci pomogą
unieść się nad ziemię, wstać.
Lot twój będzie tak wysoki,
lot twój będzie tak daleki,
ile wiary i nadziei
własnym skrzydłom możesz dać.
A jak będziesz w pierwszym locie,
bliżej nieba, dalej ziemi,
nie zapomnij tam, w przestrzeni
nie zapomnij tam, w błękicie
o tym małym skrawku ziemi,
gdzie powstało twoje życie.

piosenka dla ptaka - grzegorz turnau

niedziela, 16 marca 2008

Niedziela na głównym



Szanowni państwo, cóż to była za piosenka
Tego artystę tłum całować chciał po rękach
I każdy czuł, że ma zachodniej trochę krwi
Taka piosenka - dimanche á Orly.

W piosence byk nonaironowo - tergalowy
Nagle psychicznie trochę poczuł się niezdrowym
I żeby się odprężyć jeździł na lotnisko
I chciał odfrunąć - to wszystko.

Pan konferansjer bez zarzutu nam to streszczał
I słuchaliśmy, piękne dzieci, strasznych mieszczan
I większość pań w słowiańskich oczach miała łzy
Taka piosenka - dimanche á Orly.

A jeśli ktoś posiadał język obcy
Mówił: popatrzcie na mnie, chłopcy
I wcielał się tergalowego byka
I wchłaniał komunikat:



Szanowni państwo, cóż to była za piosenka

Szanowni państwo bili brawo, co sił w rękach
I większość pań w słowiańskich oczach miała łzy
Taka piosenka - dimanche á Orly.

Szanowni państwo, oto projekt całkiem nowy
Jak zlikwidować kompleks Sali Kongresowej
Jak się nie załamywać i nie tonąć w splinach
Oto recepta jedyna.

Na wszystkie smutki - niedziela na Głównym
Na oddech krótki - niedziela na Głównym
Na sypkość uczuć i brak przyjaciela
Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela.

Na niski wskaźnik - niedziela na Głównym
Na nadmiar wyobraźni - niedziela na Głównym
Na splin, frustrację i oddech nierówny
Na Głównym niedziela, niedziela na Głównym.

W taką niedzielę, gdy czegoś się boisz
Tych słów niewiele ci nerwy ukoi:

Pociąg osobowy do Kutna
Odjeżdża z toru pierwszego
Przy peronie drugim.
Powtarzam....

Oto najlepszy jest relaks
Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela.
(tekst. Wojciech Młynarski)

sobota, 15 marca 2008

Nine Million Bicycles





W Beijingu jest 9 milionów rowerów
To fakt,
Nie sposób temu zaprzeczyć,
Tak jak temu, że będę cię kochała aż do śmierci.

Jesteśmy 12 miliardów lat świetlnych od krawędzi wszechświata,
To przypuszczenie,
Nikt nie stwierdzi czy to prawda,
Ale ja wiem, że zawsze będę z tobą.

Każdego dnia ogrzewa mnie płomień miłości,
Więc nie nazywaj mnie kłamcą,
Tylko uwierz we wszystko, co mówię.

Na świecie jest 6 miliardów ludzi
Mniej więcej...
czuje się przez to taka mała,
ale ciebie kocham najmocniej ze wszystkich.

Jesteśmy mocno nakręceni,
Świat jest w zasięgu naszego wzroku,
Nigdy nie zmęczy mnie
Miłość, która dajesz mi każdej nocy

W Beijingu jest 9 milionów rowerów
To fakt,
Nie sposób temu zaprzeczyć,
Tak jak temu, że będę cię kochała aż do śmierci.

W Beijingu jest 9 milionów rowerów,
Wiesz, że będę kochała cię aż do śmierci!
(Katie Melua)

czwartek, 13 marca 2008

Krzysztof Kieślowski

13 marca- dwunasta rocznica śmierci Krzysztofa Kieślowskiego







Paryż Moskwa 17:15


naprawdę pragnę ciebie tak
jak chłodu Moskwy
naprawdę pragnę każdej z twoich bram
jestem Paryżem
i w tajnych mapach szukam - mam!
rysuję kręgi coraz bliżej - tak!
ty jesteś Moskwą
jestem Paryżem
i nad Europą pochylony tak
dotykam Moskwy
więc sen udawaj - błagam, nie budź wart
bo płonie Paryż
nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie
nie budź wart
nie nie nie nie nie
nie zamykaj bram...
nie chcę twoich wart...
nie chcę twoich wart...
nie chcę twoich wart...
nie chcę twoich wart...
piorunochronów Wieży Eifla blask
od twoich iskier
transparent swój rozwijam tam
kocham cię Moskwo
o pochyl nad Sekwaną Moskwo pochyl się
i rozpuść oszronione włosy swe
nad nami Moskwo
nad nami Moskwo
o pochyl ponad ogniem Moskwo pochyl się
i rozpuść oszronione włosy swe
bo płonie Paryż
bo plonie Londyn
bo płonie Madryt
pali się w Rzymie...
(Obywatel GC)


środa, 12 marca 2008

Piosenka o okularnikach


Między nami po ulicy
pojedynczo i grupkami
snują się okularnicy
ze skryptami...
I z książkami, z notatkami,
z papierami, z kompleksami
i te pe, i te de, i te pe.
Uszy mają odmrożone,
nosy w szalik otulone,
spodnie mają zeszłoroczne,
miny mroczne.
Taki dzieckiem się nie zajmie,
tylko myśli o Einsteinie
i te pe, i te de, i te de.
Gnieżdżą się w akademiku,
mają każdy po czajniku
i nie dla nich dewolaje,
i Paryże, i "Szanghaje",
i nie dla nich bal i ubaw
ani Lala, ani Buba
i te pe, i te de, i te pe.
Tylko czasem przy tablicy
wiosną jakiś okularnik
skradnie swej okularnicy pocałunek...
Wtem okular zajdzie mgłą, przemarznięte dłonie drżą...
Potem razem w bibliotece
i w stołówce, i w kolejce
i te pe, i te de, i te pe.
Wymęczeni, wychudzeni
z dyplomami już w kieszeni
odpływają pociągami
potem żenią się z żonami
potem wiążą koniec z końcem
za te polskie dwa tysiące
i te pe, i te de, i te pe
(tekst. Agnieszka Osiecka, Jarosław Abramow-Newerly)


Piosenka o okularnikach

wtorek, 11 marca 2008

Dobry sen

Ładnie u ciebie
Tyle książek
Ty sam to wszystko czytasz?
Jest to, co lubię "Mały książę"
O! Jaka ładna płyta
Leż, leż spokojnie
Jutro wstaniesz
Drobiazg
Trzydzieści siedem dwa
Zaraz opowiem Ci, kochanie
Skąd przyszłam
I kim jestem ja
Ja jestem dobrym snem
Życia mam tylko godzinę
Będziesz pamiętał mnie
Gdy minę
Ja jestem dobrym snem
W którym jest wszystko tak piękne
Kochanie nie budź się
Bo zniknę
Tyle tu dymu
Pokój tonie
Otworzę zaraz okno
A te koszule
Na balkonie
Na amen ci zamokną
Leż, leż spokojnie
Jutro wstaniesz
Grypa
Podgorączkowy dreszcz
Mój czas się kończy
Nie zostanę
Nie mogę
A dlaczego wiesz
Ja jestem dobrym snem...
Ja jestem dobrym snem
Zasmucę cię i porzucę
Dobranoc - tylko gdzie
Schowałeś klucze?

(Jonasz Kofta)

poniedziałek, 10 marca 2008

Piotrusiu, powróć z nami tam


dwadzieścia trzy lata temu: Zuzia, Natalia, Maciek, Marcin, Aga
(arch. prywatne)

Piotrusiu! Powrócisz z nami tam-
gdzie czeka na nas mama.
Czy możesz zostać tutaj sam-
gdy ja tam będę sama?
Choć zawsze mnie tajemny głos
twej wyspy będzie wołał,
to przecież inny dzieci los-
na dzieci się składają los:
rodzice, dom i szkoła.
Leć z nami!

Piotrusiu Panie! Z nami leć!
Powietrznym wróćmy mostem.
Po tamtej stronie bedziesz mieć-
rodziców, braci, siostrę.
A jeśli już nie zechciałbyś-
bym tobie była siostrą-
to ja na żonę mogę ci,
a ty na męża mógłbys mi,
na męża mi dorosnąć.
Piotrusiu! Z nami leć!

Piotrusiu, czemu patrzysz tak?
Tak zimno na mnie patrzysz?
Ten w oczach twoich chłodu znak
dobrego nic nie znaczy...
Wiem- nie polecisz z nami tam,
gdzie czeka cię rodzina.
Lecz wiedz, że ciebie w sercu mam.
I wtedy ciebie w sercu mam,
gdy o mnie zapominasz-
gdy zapominasz mnie.
(Jeremi Przybora)

niedziela, 9 marca 2008

Santa Maria, Strela do dia





Santa Maria
Strela do dia,
Mostra - nos via
Pera Deus e nos guia

Ca veer faze - los errados
Que perder foran per pecados
Entender de que mui culpados
Son; mais per ti son perdхados
(Alfons X)