środa, 7 stycznia 2009

Panna z lodowiska











To był styczeń - ferie zimowe,
Każdy czapkę nosił na głowie,
Chcieliśmy iść z kumplami napić się wina,
Lecz na lodowisku była śliczna dziewczyn,
Pomyślałem - pójdę i zagadam,
Powiedziałem chłopcom - Sorka ziomki spadam,
Pobiegłem do domu wziąć łyżwy swoje,
Biegiem na lodowisko rozpocząć podboje

Panna z lodowiska

Poszedłem na miejsce, idę kupić bilet,
Dużo osób to robiło poczekałem chwilę,
Kupiłem bilet, idę na lód luźnym krokiem,
A ta boska panna mruga do mnie okiem,
Zrozumiałem ten znak i już do niej pędzę,
Bardzo szybko jadę piruety kręcę,
Chciałem się popisać - nic z tego nie wyszło,
Zaliczyłem glebę przy niej bardzo blisko..

Panna z lodowiska

Wstałem czym prędzej, otrzepałem się ze śniegu,
Bardzo głupio wyszło, pytam siebie - czemu?
A ona się tym upadkiem nie przejęła,
Tylko słodko do mnie się uśmiechnęła,
Spytałem się jej, jak masz na imię piękna?
No i za to piękna była bardzo wdzięczna,
Powiedziała, że dziękuje i że jest Agnieszka,
I, że od niedawna w mej dzielnicy mieszka!

Panna z lodowiska

Uczyłem ją jeździć, bo nie umiała,
Dla mnie to była świetna zabawa,
Kiedy upadała, to ją podnosiłem,
Później o telefon ją poprosiłem,
Skończyliśmy jeździć - było bardzo miło,
Niestety i to się kiedyś zakończyło,
Pod koniec odprowadziłem ją do domu,
I dała buziaka - zgadnijcie komu?

Panna z lodowiska

(Bartłomiej Różycki; The Hunters)

Brak komentarzy: