niedziela, 11 października 2009

Püdel Düpą


BYLIŚMY, JESTEŚMY I BĘDZIEMY



PÜDEL DÜPĄ czyli Andrzej Bieniasz. Urodzony w XX wieku w Krakowie, gitarzysta, kompozytor, tekściarz, mąż, ojciec trójki dzieci i wreszcie lider Püdelsów, zespołu, któremu poświęcił całe swoje życie. Püdel przygodę z muzyką rozpoczął w 1980 roku w undergroundowym zespole Düpą, którego był współtwórcą. Zespół istniał do1985 roku, do tragicznej śmierci Piotra Marka. Na pośmiertnym wernisażu prac Piotra, muzycy, którzy grali w Düpą wystąpili pod nazwą Osiemdziesiąt Ofiar Serka Homo, aby już za chwilę pod nazwą Püdelsi wkroczyć na rockową scenę muzyczną i szybko wpisać się w historię polskiej muzyki. Z Püdelsami Püdel stworzył osiem albumów. Jest też autorem nagranej w Teatrze Stu solowej płyty „Tradycja”. Obok tych albumów w dyskografii Püdla są jeszcze dwa wydawnictwa, które ukazały się pod nazwą ĄPUD. ĄPUD to podziemne zaplecze Püdelsów.

Płyta ”Wolność słowa”, która pokryła się złotem przeniosła zespół z undergroundu do overgroundu.

Püdel to niestrudzony podróżnik po wielu stylach muzycznych, właściciel sporej kolekcji gitar i wzmacniaczy, zapalony snowboarder, a przede wszystkim wrażliwy artysta.



***


AGNIESZKA BARANOWSKA: Püdelsi uchodzą za zespół kabaretowo- literacko- rockowy. Po wysłuchaniu płyty „Gdyby ryby” z kabaretu zostało niewiele. Ten album pokazuje Püdelsów jako kontestatorów. Piętnujecie głupotę i głupców, znieczulicę i niesprawiedliwość.

PÜDEL: Na „Gdyby ryby” poza „DNA” nie ma prześmiewczych utworów. Tak zamierzyliśmy. Nie zgadzam się z poglądem, że Püdelsi to kabaretowy zespół, to zespół o wielu wcieleniach i wielu odsłonach. Kiedyś jakiś „filozof” radiowy stwierdził, że „Nigdy więcej” to kabaret - pomylił pojęcia. Policzyłem, że na przestrzeni lat nagraliśmy ponad sześćdziesiąt piosenek i są to bardzo różne utwory. Niektóre bardzo poważne, inne lekkie i z przymrużeniem oka, zabawne, groźne frywolne i dotykające poważnych tematów. Pracując nad „Gdyby ryby” postanowiliśmy napisać poważną płytę, bo denerwuje nas ta kabaretowa otoka. Żartobliwe piosenki to jeszcze nie kabaret.


Jesteście zespołem eklektycznym, surfujecie po wielu stylach.

- Już od lat spacerujemy po różnych stylach. Zespół musi mieć swój rozpoznawalny charakter. Dla mnie różnorodność stylów muzycznych w jakich się poruszamy stanowi o sile tego zespołu.


Co ostatnio kupiłeś na Allegro?

- Oczywiście gitarę. Zbieram stare gitary. Ostatnio kupiłem fajną Klira es335 z 60-go roku.


I ile ich już masz?

- Pełny dom.


Grasz na nich?

- Mam sześć gitar podstawowych, ale staram się o innych nie zapominać. Gitary są jak koty, wymagają atencji, ale o nią nie zabiegają.


Przechowujesz je w wyeksponowanym miejscu?

- Moje gitary mieszkają w specjalnym pokoju razem ze wzmacniaczami i tym wszystkim co nagromadziłem przez lata.


Piosenka "Ciągle nam czegoś brak" to twój pomysł. Kupujesz co chwila coś na Allegro, a potem żałujesz bo Ci brakuje...

- Myślę że brak kasy to ogólnoświatowy problem, ale pieniądze to nie wszystko.


Wysłałeś już syna do kasyna?

- Żeby wygrać w kasynie musisz najpierw dotknąć dwa czarne koty naraz i dopiero wtedy wysłać syna do kasyna.


Püdelsi grają dla pieniędzy czy dla fanek?

- Püdelsi zawsze grali dla fanek, ale i dla pieniędzy. 2 w 1.


W teledysku do piosenki „Dziewczyny z podwórka chłopaki z mojej ulicy” występują między innymi Twoje dzieci. Musiałeś długo ich do tego namawiać?

- Wcale nie. Powiedziałem, że umawiamy się na Kazku o dziewiątej i kręcimy teledysk. Z nikim nie było problemu. Poza tym lubią tę piosenkę.


Jednak została ona przez komisję kwalifikacyjną odrzucona z festiwalu sopockiego, a chwilę wcześniej podobny los spotkał utwór „Gdyby ryby”, który ubiegał się o występ w Opolu. Czy czujesz, że jesteście niechcianym zespołem?

- W pewnym sensie sekowanym i nie stoją za nami wielkie pieniądze, jesteśmy niezależni i robimy swoje. Byliśmy, jesteśmy i będziemy, a te wszystkie twory za wielkie pieniądze znikną, bo pojawią się inne.


Kiedyś powiedziałeś, że Twoja filozofia funkcjonowania tego zespołu, polega przede wszystkim na kultywowaniu myśli Piotra Marka.

- Zawsze myślę o Piotrze. Obiecałem sobie, że póki ja żyje świat nie zapomni o Piotrze. Wiem jedno. Chciałbym bardzo żeby żył i dalej ze mną tworzył, to był mój najlepszy czas. Piotr to dobry i zły duch. Miałem wielki zaszczyt z nim obcować.


Bardzo dużo robisz dla zachowania pamięci Piotra, już od wielu lat planujesz wydać specjalny box poświęcony Düpą i Piotrowi. Dlaczego do tej pory nie ukazało się to wydawnictwo, na które swego czasu z ogromną niecierpliwością czekali fani?

- Jest to wszystko gotowe do wydania. Miała ten box wydać była wytwórnia, ale nie wydała i to jej strata, na pewno wydamy to teraz sami. Materiał jest i czeka.


Na tej płycie jest jeden utwór, który jest Ci szczególnie bliski, bo związany z kolejnym wielkim człowiekiem w Twoim życiu.

- Tak. Tekst „Gdyby ryby” napisał profesor Wiktor Zin. Zrobiłem kilka muzycznych propozycji do tego utworu, Szymon wybrał tę i ją zaśpiewał, a Franio bardzo się przyłożył do produkcji.


Próbowaliście nagrać tę piosenkę w rytmie poloneza tak jak zaznaczył profesor?

- Do poloneza nagraliśmy kiedyś „Hożego Ambrożego”. Profesor tylko sugerował, ale jakoś polonez nam nie leżał. Tekst też trzeba było przystosować do piosenki.


Oglądałam dzisiaj Twojego bloga, a w nim znalazłam zdjęcia krynickiej restauracji Hawana. Pod jednym ze zdjęć przeczytałam: „Zahaczyłem o bar, tu kiedyś prawdziwy comendante zasiadł przy laminowanym blacie w laminowanym świecie”. Utwór Hawana wbrew pozorom nie opowiada o mieście, ale o tej knajpie?

- Ta knajpa to inspiracja. Stary kelner opowiadał mi, że w 70-tych latach jak ,otwierali Hawanę, był w Krynicy nieoficjalnie Castro. To, że Fidel Castro był w tych latach w PRL-u to wiem, bo krakowski klub Pod Jaszczurami też odwiedził. Długo do tej piosenki poszukiwaliśmy muzy, aż wreszcie Franco puścił nam propozycję jaką nagrał, dopasowaliśmy do tego tekst i zagrało. Ciekawa fuzja muzyki z tekstem. Szukaliśmy do tego jakiegoś latino, a tu masz! Ale fajnie zgrały się te dwie rzeczy.


Wpadasz czasami do tej restauracji na befsztyk?

- Na rumsztyk z cebulką czyli pełny kulinarny oldschool, jeszcze pomidorówkę z zacierką tam serwują.


"Zimne Kobiety"- słów parę od eksperta Püdla na ich temat.

-,, Zimne kobiety nie golą sobie nóg , zimne są jak lód’’


Zimne kobiety w Twoim życiu?

- Takie dwie z pewnej firmy, które zainspirowały do napisania tego utworu.


„Dziewczyny z podwórka/ Chłopaki z mojej ulicy/ Parada wspomnień/ Promenada zapomnień”- poproszę o pikantne wspomnienie z dzieciństwa związane z kobietami.

- Mieliśmy z chłopakami podziemny schron. Był wielki, wykopany łopatami i zakryty dechami. Oglądaliśmy w nim gazety porno, paliliśmy pety i słuchaliśmy na starym niemieckim patefonie zakazanych piosenek.

A inne przeżycia z młodości, które do tej pory wspominasz ze śmiechem?

- Kiedyś z kolegą Wieśkiem podpaliłem fabrykę makaronu. To były jajca. Było zimno, zima była na serio, poszliśmy popalić na podwórko szlugi. Rozpaliliśmy ognisko, spaliła się buda, później płot, a potem zjarały się magazyny. Schowaliśmy się do beczki, bo milicja nas szukała, ale nie znalazła. Widzieliśmy jak nas szukają i węszą, ale się udało. Wiedziała o tym tylko moja babcia i babcia Wieśka. Wiesiek po tym zdarzeniu popadł w traumę, ja to wziąłem na śmiesznie. Skutek? Brak makaronu w mieście.


Co jest Twoim faworytem na tej płycie?

- „Wolny kraj” to utwór, z którym sentymentalnie jestem związany od lat. Napisaliśmy go w czasie represji chińskich w Lassie, ale „Wolny kraj” odnosi się do innych krajów gdzie łamane są prawa człowieka od lat. Drugim moim typem jest „Maj 2007”. W ogóle cała płyta jest zajebista.


„Maj 2007” traktuje o braku tolerancji. Jak widać prawie na każdym kroku Polacy nie akceptują ludzi, których nie potrafią zrozumieć, którzy się od nich różnią chociażby kolorem skóry.

- Kolor skóry nie ma znaczenia, ważne co jest pod kopułą. Dzisiaj łowczy strzela do łosia w sercu wielkiego miasta, a dzieciaki dla zabawy podpalają bezbronne psiaki, gwałcą koleżankę i to wszystko filmują. Kiedy usłyszałem, że spalona psina w męczarniach konała, mało zawału nie dostałem. Myślę, że powinno się im podpalić nogawki, sfajdaliby się ze strachu. Pytam: dokąd to zmierza!? Żyjcie i dajcie żyć innym, bo na tym polega właśnie tolerancja.


Ile masz w domu zwierząt?

- Trzy koty. Miałem psa, ale tak przeżyłem jego śmierć, że postanowiłem więcej nie mieć psa. Pochowałem go w ogrodzie, ma grób koło domu.


Słyszałam nagranie, w którym występujesz razem ze swoim psem. Ty grasz na gitarze, a on wyje.

- Nie wyje, tylko śpiewa. Posłuchaj dobrze. Miałem takiego psa, który jak brałem gitarę to siadał i śpiewał. Ludzie pękali ze śmiechu. Był bardzo zabawny, nieraz siadałem z flaszką, a on na przeciwko i patrzył jak ja piję. Zajarać też lubił. I niech ktoś mi tylko powie, że zwierzę nie ma duszy! Kiedyś byłem na religii z moim synem i ksiądz powiedział, że zwierzęta nie mają duszy. Na to wstał Michał i mówi: „nieprawda, mój pies ma duszę”. Inny kolega wstał i mówi: „mój też ma i mój i mój”, a ksiądz dalej utrzymywał swoje. Ale jeżeli ludzie są w ten sposób wychowywani i to przez kościół to nie dziwota, że powszechnie nie szanują naszych czworonożnych towarzyszy.


Zdecydowałeś się komuś spoza zespołu pokazać materiał z „Madame Castro”?

- Nie, bo potem mówią, że to już słyszeli i oczekują czegoś nowego.


Liczyłeś ilu muzyków przewinęło się przez Püdelsów?

- Od czasów Düpą masa.


Do Dupą Ty wybrałeś Franza?

- Franza ja. Był moim faworytem. Dobrze grał na basie i stanął kiedyś w mojej obronie.


Przed kim Cię bronił?

- Fikał jakiś dupek, a Franko wypłacił mu liścia i zgasił mu światło. Potem przyszła większa wataha żeby nam wpierdol spuścić. Franko powiedział ok., każdy, ale po kolei. Zostaliśmy otoczeni przez gości, którzy nie żartowali. Na szczęście jakoś rozeszło się po kościach, a na koniec stali się naszymi fanami i fanami zespołu Dupą


Stanąłeś kiedyś w czyjejś obronie?

- W Mszanie Dolnej po powodzi wyciągnąłem tonącą dziewczynę z wody. Woda chciała ją zabić.


Powiedziałeś kiedyś ze rock`n`roll to śmiertelna gra, że nie jest ona dla ludzi wrażliwych i że tylko najtwardsi zostają. Ale Ty przecież jesteś wrażliwy. Czy można być pozbawionym wrażliwości i jednocześnie być artystą?

- Nie można być artystą nie mając wrażliwości, a do rock`n`rolla trzeba mieć zdrową wątrobę, nie dać się zwariować i mieć kręgosłup.


Na czym polega bycie Püdelsem?

- Jest nas trzech. Teraz ważni są dla mnie Franz i Szymon. To my tym wszystkim kręcimy i każdy z nas jest ważny. Kiedyś jak zostałem sam zadzwonił Franz i powiedział: „jestem z tobą”. Tak było, inni tylko przez chwilę bywali. Jak zadzwoniłem do Szymona, żeby przyjechał to przyjechał.


Sprawdza się porzekadło, że nie ma ludzi niezastąpionych?

- Sprawdza się porzekadło. Szymon jest bardzo dobry, dynamiczny na scenie, pozytywnie zakręcony, nie obraża ludzi, kręci go to co robi i docenia to, że jest w Püdelsach. Szymon to świetny wokalista, osobiście lubię jego melodyjny glos, Pisze dobre teksty i świetnie nam się współpracuje.


Jakimi ludźmi są Franz i Szymon. Lubisz ich?

- Gdybym ich nie lubił to bym z nimi nie był.


Coś Cię w nich irytuje?

- Franza znam dwadzieścia pięć lat, nie jedno przeszliśmy razem. Traktuję go jak rodzinę, bliską mi osobę. Jesteśmy Rybami, a wielokrotnie jedna Ryba nie lubi tych samych wad, które ma druga Ryba, pada kosa na kamień. Ale tworzymy od lat razem i to nas łączy ponad wszystko. Wszyscy składamy się z wad i zalet i dobrze jest widzieć te drugie. Pytasz jakimi są ludźmi. To fajne chłopaki! Z Szymkiem pisząc teksty i mieszkając wiele miesięcy razem też staliśmy się sobie bliscy. Namówiłem obu na jazdę na snowboardzie i powiem, że wszyscy popierdalamy całkiem nieźle. To też nas łączy.


W Twojej rodzinie wszyscy jeżdżą na desce. Beata, Twoja żona jest instruktorką.

- Wszyscy jeździmy od lat na desce, moje dzieci są instruktorami snowboardu, a Beata mnie tego sportu uczyła. Prowadzi kultowy sklep snowboardowy na Jaworzynie Krynickiej „Board Zone”.


Jeździsz na snowboardzie, a co jeszcze wypełnia Ci czas pomiędzy graniem i tworzeniem muzyki?

- Lubię popływać, marzę o podróżach w ciepłe krainy. Chciałbym wybrać się do Nepalu, zawsze o tym marzyłem. Myślę też o Wietnamie, Jamajce, Kubie i zakopaniu jajec w ciepłym piachu i San Francisco. A na razie za cholerę nie mogę nigdzie wyjechać, najgorzej się zebrać.


„Będzie dobrze” to piosenka prorocza?

- To pozytywne przesłanie choć piosenka urodziła się w trudnych chwilach. Mam nadzieję, że takie chwile są za nami. Życie z muzyki nie zawsze jest usłane różami dlatego trzeba mieć dystans i zdrowy rozsądek.

(Agnieszka Baranowska; lipiec 2008)


Püdelsi - Madame Castro

Brak komentarzy: