niedziela, 29 listopada 2009

Odcień ciszy


















Co to było?

Jak się mogło zdarzyć?

Skrzypiec obłok wzleciał niezwykle wysoko,

A ich włosy-struny wplecione we wiatr

W najcichsze westchnienia

A włosy struny jak noc, kiedy księżyc jak wieczór w maciejkach

I były tak ogromne, choć takie maleńkie że I największe marzenia się na nich mieściły.

A kiedy wzruszone biegły leciuśko przez siebie, przez palce, przez oczy, przez skamieniałe pola.

W olśniewających jeziorach I gdy się rozbiegały do dźwięków srebrnych, dźwięków niemal żywych.

Gdy nisko kołowały złotym od spokoju rojem

To wydawało się pewnym że musiały być czarodziejskie

A skrzypce miały skrzydła otwarte na zamyślone jeziora

A czasem się podrywały do tak wysokiego lotu, że widać ich prawie nie było

Tu czasu nie było

A one leciały prosto w tężejące słońce, coraz mniejsze

W strunach ich tyle się siły mieściło że umierały najmniejsze westchnienia

Tu czasu nie było

A kiedy niskim obuchem uderzały w uszy, głusi rozwierali ręce i jaskółki nie kończyły się w locie

Tu czasu nie było

Tu czasu nie było

Bo w strunach ich tyle się płaczu mieściło, że stąd te jeziora

A bo w ich strunach mieszkał i strach i paraliż

Tu czasu nie było

A bo w ich strunach koczowały od świtu do złamania smyczka tłumy spragnionych ślepców

A bo ich struny były ciężarne od nadmiaru, czas się tu nie liczył a przestrzeń pomiędzy nimi I echem była wydrążona

Tu czasu nie było

A bo one drążyły się w powietrzu kanałami przesiąkniętymi butwiejącym sianem I kiedy natrafiały na ciszę, tak biły bezsilnie strunami, że same się w ciszę zmieniały

Tu czasu nie było

Godziny zaokrąglały się w mgnienie sekundy różowe na brzegu I czas ich nie rdzawił, tu czasu nie było I nie było przestrzeni

Tu czasu nie było

Lasy podbiegały żywicą, powietrze pękało w spojeniach I nawet przestrzeni nie było I wszystko było jednakowo ważne I jednakowo bez znaczenia

Tu czasu nie było

Jestem muzyka rozwieszona na uderzeniach gromów

Czuła na światło i tak spragniona się czułam, że aż nierzeczywista

I teraz rozumiem świętych pańskich, biedulków spopielanych przez wewnętrzny ogień

I wiem teraz skąd światło się bierze, skąd ogień, skąd kiedyś być może powstałam

I wtedy jestem I wtedy chodzę po lesie, po sobie, drzewom liście głaszcze,

Liście, tyle skrzypiec, tyle muzyki zielonej

Liście, tyle skrzypiec, tyle muzyki zielonej

I oto się kamień otwiera

I oto się kamień otwiera



Jestem muzyka rozwieszona na uderzeniach gromów

(Tadeusz Woźniak)

Tadeusz Woźniak - Odcień ciszy

Brak komentarzy: