piątek, 1 października 2010

Naszych matek maleńkie mieszkanka









Mały balkon nasturcja porasta


I trzepocze na wietrze firanka


Świecą zmierzchem w ciemnej ścianie miasta


Naszych matek maleńkie mieszkanka






Matka dzień o świtaniu zaczyna


Szarym wróblom okruchy wymiata


Czasem świeczkę zapali za syna


Co wyfrunął daleko do świata






W matki domu zeschły wrzos i mięta


Listy, które oszczędziła wojna


W matki domu codzienność odświętna


W matki domu powszedniość, powszedniość dostojna






Biegnący przez huczący kram dnia twego


Tak dawno już nie byłeś tam...






Przytulone jak jaskółcze gniazda


Ciepłym gwarem świergoczą co ranka


W ciemnej ścianie ogromnego miasta


Naszych matek maleńkie mieszkanka






W matki wzroku niepokój odważny


O dziś, jutro, o dziecko sąsiada


Tutaj nie ma spraw małych, nieważnych


Tu każdemu należy się rada






Przez to miejsce maleńkie i schludne


Biegnie prosto i dalej gna w przestrzeń


Twego życia zerowy południk


Byś mógł sobie określić gdzie jesteś






Biegnący przez huczący kram dnia twego


Tak dawno już nie byłeś tam...






Aż nadejdzie zwyczajny poranek


I któregoś zwykłego poranka


Zogromnieją w pałace lustrzane


Naszych matek maleńkie mieszkanka






Uśmiech matek ozdobi oblicze


Matki będą powtarzały sobie


Że dziś muszą wrócić królewicze


Zagubieni po świecie synowie






Każda matka łzę jasną uroni


Drzwi otworzy niezgrabnie i prędko


Syn królewicz wrócił szóstką koni...


Nie, to tylko pan listonosz, z rentą






Biegnący przez huczący kram dnia złego


Tak dawno już nie byłem tam... Dlaczego?

(W. Młynarski, J. Stokłosa)

1 komentarz:

zemfiroczka pisze...

Noo Pani, dobry pomysł :)