środa, 30 czerwca 2010

Jej portret

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt.

Ty sama o sobie tyle wiesz co nic.

W tańczących wokół ciemnych lustrach dni

Rozbłyska twój złoty śmiech,

Przerwany w pół czuły gest,

W pamięci składam wciąż pasjans samych serc.

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt,

To prawda nie potrzebna wcale mi.

Gdy nie po drodze będzie razem iść,

Uniosę twój zapach snu,

Rysunek ust, barwy słów,

Niedokończony jasny portret twój.

Uniosę go, ocalę wszędzie

Czy będzie przy mnie czy nie będziesz,

Talizman mój z zamyśleń nagłych twych i rzęs.

Gdy kiedyś poczujemy miła,

Że nasze dni się wypełniły

Przez życie pójdę oglądając się wstecz.

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt,

To prawda niepotrzebna wcale mi.

Gdy nie po drodze będzie razem iść,

Uniosę twój zapach snu,

Rysunek ust, barwy słów,

Nie dokończony jasny portret twój.

wtorek, 29 czerwca 2010

Firanka





Otworzyłem okno, a firanka
pofrunęła ku mnie,
jak Anka
w trumnie.

Biała firanka, błękitne zasłony,
zaszeleściło...
O! pokaż mi się od tamtej strony!
Jesteś? Jak miło!....

Jak miło... jak miło... jak strasznie,
moja miła...
Ja już chyba nie zasnę...
Firanka? ... Czy tyś tu była?

(Władysław Broniewski)

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Do córki w Zakopanem











Kłaniaj się górom, córeczko, kłaniaj się górom,
Śniegom słonecznie kipiącym, świtom tatrzańskim,
Olśniewającym lazurom, olśnionym chmurom,
Kłaniaj się, córko, wysokim dniom zakopiańskim!

Kłaniaj się ptakom i źródłom, ludziom i świerkom,
I gwiazdom nisko wiszącym w pustce przeźroczej!
Twoje to wszystko, już twoje, obywatelko
Rzeczypospolitej młodej - Polski Roboczej!

A ojciec (żebyś wiedziała!) po tamtych śniegach
Cieniem się ciemnym wałęsał, coraz ciemniejszym...
Rosła Żelazna Hołota w "karnych szeregach"
I ogłuszała go rykiem, że-nietutejszy.

Kruki nad ojcem skrzeczały czamowróżebne,
Wichry mu dni zapędzały w ślepe zaułki,
Dm-tyleż durne co chmurne, jutra niepewne,
A jeśli pewne-to jutra Zbira i Spółki.

Kłaniaj się górom, córeczko, kłaniaj z wysoka,
Z wysoka nisko się kłaniaj Łodzi Fabrycznej!
Z owych tam wierchów czy regli, z Morskiego Oka
Śląskim górnikom się kłaniaj z uśmiechem ślicznym!

Kłaniaj się szczytom podniebnym, hardym i pięknym!
To swoje "czuwaj!" im krzyknij, harcerko mała!
A zawsze kłaniaj się, córko, ludziom maleńkim,
Bo to są ludzie ogromni. Żebyś wiedziała.

Kłaniaj się wiejskim nieznanym nauczycielkom,
Brnącym przez śniegi do szkółek w mrozy siarczyste,
Kłaniaj się z wyżyn drukarzom, obywatelko
Rzeczypospolitej Polskiej-jasnej i czystej.

Wysoki Giewont, wysoki! A pod nim płynie
Potokiem, córko, potokiem historia wieków.
Na górach, córko, na górach-myśl o nizinie!
Śród głazów, córko, śród głazów-myśl o człowieku!

Mocno i pewnie chodząca po polskiej ziemi,
Umiłuj lud sprawiedliwy, co Polskę zbudził.
A tam, kochanie, gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin,
Złóż kwiatek. To był przyjaciel tych prostych ludzi.

Kłaniaj się górom, córeczko, kłaniaj się górom,
Śniegom słonecznie kipiącym, świtom tatrzańskim,
Olśniewającym lazurom, olśnionym chmurom,
Kłaniaj się, córko, wysokim dniom zakopiańskim!

I ja tam byłem za młodu, miód-wino piłem,
Bajek upiornych słuchałem, cymbałów grzmiących.
Chwiało mną, ledwie nie schwiało w otchłań-mogiłę,
Miękko usłaną wiechciami laurów więdnących.

A ty się kłaniaj świeżością rześkiego brzasku
Młodości, co nad poziomy, i oku słońca!
Prawdzie i pracy się kłaniaj - i cała w blasku
Wróć do promiennej Warszawy-promieniejąca!

(Julian Tuwim)

niedziela, 27 czerwca 2010

Witajcie kochane góry


Witajcie, kochane góry,

O, witaj droga ma rzeko!

I oto znów jestem z wami,

A byłem tak daleko!



Dzielili mnie od was ludzie,

Wrzaskliwy rozgwar miasta,

I owa śmieszna cierpliwość,

Co z wyrzeczenia wyrasta.



Oddalne to są przestrzenie,

Pustkowia, bezpłodne głusze,

Przerywa je tylko tęsknota,

Co ku wam pędzi duszę.



I ona mnie wreszcie przygnała,

Że widzę was oko w oko,

Że słyszę, jak szumisz, ty wodo,

Szeroko i głęboko.



Tak! Chodzę i patrzę, i słucham -

O jakżeż tu miło! jak miło! -

I śledzę, czy coś się tu może

Od kiedyś nie zmieniło?



Nic, jeno w chacie przydrożnej

Zmarł mój przyjaciel leciwy

I uschły dwie wierzby nad rowem,

Strażniczki wiosennej niwy.



A za to świeżym się liściem

Pokryły nasze jesiony

I jaskry się złocą w trawie

Zielonej, nie pokoszonej.



A za to płyną od pola

Twórcze podmuchy wieczności,

Co śmierć na życie przetwarza

I ścieżki myśli mych prości.



Witajcie, kochane góry,

O, witaj, droga ma rzeko!

I oto znów jestem z wami,

A byłem tak daleko!

(Jan Kasprowicz)

sobota, 26 czerwca 2010

Gdzie się podziały tamte prywatki





























Gdzie się podziały tamte prywatki niezapomniane
Elvis, Sedaca, Speedy Gonzales albo Diana
Pod paltem wino a w ręku kwiaty wieczór, Bambino i Ty
Same przeboje Czerwonych Gitar tak bardzo chciało się żyć

Gdzie się podziały tamte prywatki
Gdzie te dziewczyny, gdzie tamten świat
Gdzie się podziały nasze wspomnienia
Tamtych szalonych wspaniałych lat
Rodzina w kinie na drugim seansie już z nudów ziewa
Tutaj Paul Anka, Stonesi, Beatlesi, Cliff Richard śpiewa
Tuż przed maturą kwitły kasztany, żyło się tak jak we śnie
Gdzie te prywatki nie zapomniane, czy jeszcze pamiętasz mnie


piątek, 25 czerwca 2010

Pieśń o Marynie, co pierogów gotować nie umiała, przez







Maryna, gotuj pierogi
O mój Wojtku drogi
Kiedy ni mam syra
A Wojtek do miasta po syrek do ciasta
Maryna, gotuj pierogi

O mój Wojtku drogi

Kiedy ni mam mąki
A Wojtek do młyna po mąkę zażyna
Maryna, gotuj pierogi

O mój Wojtku drogi

Kiedy ni mam jajka
A Wojtek do miasta po jajka do ciasta
Maryna, gotuj pierogi

Maryna, gotuj pierogi

O mój Wojtku drogi
Kiedy ja nie umiem
A Wojtek za kija, Marynę pobija
Maryna, gotuj pierogi
A Wojtek za kija, Marynę pobija
Maryna, gotuj pierogi

(Wańka Wstańka & The Ludojades)

czwartek, 24 czerwca 2010

Leniwa głowa








Oj coś leniwa głowa mi się kiwa kiedy wieje, wieje wiatr

Od tego wiania i kiwania obrzydł mi już cały, cały świat



Trzeba by zrobić coś, psiakość

Można by, ale kto i czym

Trzeba by, ale jak i gdzie

Dałoby się, ale nikt nie wie co



Po mieście chodzą wieści, że tu przydzie ludzi dwieście albo sto (lecz kto im co da?)

Gdy bieda zjedzą chleba i pomodlą się do nieba

(lecz kto im co da?)



Trzeba by zrobić coś, psiakość

Można by, ale kto i czym

Trzeba by, ale jak i gdzie

Dałoby się, ale nikt nie wie co



Gdy słońce wstanie, dobry Panie, my musimy zjeść śniadanie, każdy wie

Bo chmara dzieci tu przyleci w pół do trzeciej wszystko, wszystko zje



Trzeba by zrobić coś, psiakość

Można by, ale kto i czym

Trzeba by, ale jak i gdzie

Dałoby się, ale nikt nie wie co



Oj coś leniwa głowa mi się kiwa kiedy wieje, wieje wiatr...
(słowa: Wiesław Dymny)

środa, 23 czerwca 2010

Barany











Pasą się pasą
Barany wełniane
Chmury białe
Tak jak na patelni
Na niebieskiej łące
Owieczki niedzielne
Słońce zwiastujące
Słońce słoneczko
Rozgrzane złociste
Chmury białe
Pasterz złotowłosy
Białą wełnę gładzi
Halą idzie bosy
Dokąd je prowadzi?
To na niebie
Ponad głowami
Płyną te baranki stadami
Niedziela wstaje
Rosą obmyta
Jak uczesana młoda kobita

Połoniny modre
Kiedy w słońcu stoją
Ciepłe łąki dobre
Wielka chata moja

Pasą się pasą
Barany wełniane
Owieczki białe
Pasą się pasą
Na halach niebieskich
Połoninach wiecznych
Hale hale płyną
Hale hale giną

(Janusz Radek)

wtorek, 22 czerwca 2010

Święci z Poronina


Kaplica Jaszczurówka

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaplica_Naj%C5%9Bwi%C4%99tszego_Serca_Jezusa_w_Jaszczur%C3%B3wce






























Hej, malowani święci
Hej, uccie nos miłości
Ślachetnych, dobryk ucynków
Hej, bo my ludzie prości
Hej, bo my ludzie prości

Hej, choć nom nie wychodzi
Hej, klepanie pociorzy
Wyśpiewomy Tobie syćko,
Hej, bo my ludzie scyrzy
Hej, bo my ludzie scyrzy


Hej, nauccie nos święci
Hej, dobre dzieła cynić
Abo jednym ciepłym słowem
Hej, świat w dobry przemienić
Hej, świat w dobry przemienić

Hej, nie na nase głowy
Hej, święte aureole
My som jest z podniebnych polon,
Hej, tatrzańscy Górole
Hej, tatrzańscy Górole

(Trebunie Tutki)