wtorek, 30 listopada 2010

Wspinaczka do nieba

Czasem się czuję
Jak stary statek
Opadły żagle.
Mam pot na czole
Nogi zmęczone
I buty zdarte.
Myśli dalekie
lecz raz za razem
Ktoś ściąga mnie na ziemię.
Mam szczyt przed sobą
Daleko czy blisko?
Tego nie wiem.

Tak w wolnym pulsie
Drogą do końca każdy z nas
Toczy swe życie jak wielki głaz
Drogą pod górę
Idę do słońca
Czy spali mnie?
Drogą pod górę
Ale do końca
Czy chcę czy nie.

Noc się już zbliża
Samotna sowa
Na dębie czuwa.
Wszystko odchodzi
Noga za nogą
Za chmurą chmura.

Tak w wolnym pulsie
Drogą do końca każdy z nas
Toczy swe życie jak wielki głaz
Drogą pod górę
Idę do słońca
Czy spali mnie?
Drogą pod górę
Ale do końca
Czy chcę czy nie

(Krzysztof Logan Tomaszewski, Grażyna Łobaszewska, Artur Jerzy Zieliński)

poniedziałek, 29 listopada 2010

Jadę z wolna przez miasto





























Pojechałem raz, chociaż dałem w gaz
Wszystkie gadki o trzeźwości poszły nagle w las
Tak grass, kilka piwek i powitajcie króla
Sami wiecie jak po piwie pedał gazu hula
O nie, panowie, ja tylko jabłek dużo zjadłem
Mózg mi ktoś skręcił chmielowym imadłem
Nie chce dmuchać, to boli i wszystko sie spierdoli
Jeśli mnie puścicie, to nie będziecie goli
Może wam zaśpiewam albo zarymujcie
Ile chcecie hajsu, przeanalizujcie
To dobrze, bo plastik mam w tylnej kieszeni
Jeśli rozkujecie to w kontach wam zapieni
Nie mowy no jak to, przecież jestem gwiazda
Bądźcie chociaż raz ludzi fantazją
W uni jest całkiem spoko pod tym względem
Mogę przejść po linii jeśli będzie zakrętem

Jadę z wolna przez miasto skuty za ciasno

Koniec końców wylądowałem na słońcu
Wokół mnóstwo astronautów umiera w gorącu
Leży w dziwnej pościeli, hibernuje w bieli,
Nic jej nie wybieli, oj, nic jej nie wybieli
To jest chyba wielka nocna baza, tych co dziś przegieli,
Kosmicznych tropicieli
Mieli mało pomysłów na swoje wieczory
Jutro każdy będzie o tym opowiadać story
O tym ile hasju każdy miał przy sobie
Ten się tylko dowie, ten sie tylko dowie
Kto go straci, a piękność go w całej ozdobie
Widze i opisuje bo tęsknie po tobie.
Dobra spoko, nieważne, ja wychodzę z tego
Otwórz mi kolego, otwórz mi kolego
Panowie, spokojnie, bo zapniemy w pasy
Tu każdy wrócił z trasy, tu każdy wrócił z trasy


Wchodzę na komendę, reggae leci wszędzie
Wariat przy maszynie pisze me orędzie
Robią zdjęcia z każdej strony, biorą autografy
Wyciągają stare sprawy z metalowej szafy
Zawód muzyk, nie mogę, ale pan ma zdrowie
Znamy pana zespół, nikt sie nic nie dowie
Albo wprost przeciwnie, dajmy to do prasy
W Stanach taka sprawa to od razu więcej kasy!

(Sidney Polak)

niedziela, 28 listopada 2010

A ja wolny jak ptak

Ta piosenka bardzo prosta, słowa nie są jak u Prousta lecz ku ozdobie.
Gdy melodia ci się znudzi, wyłącz radio, idź do ludzi ja to robię.
Wypij słodką lemoniadę oraz kawę i z sąsiadem idź na tańce.
A ja? Wolny jak ptak.

Moja słodka signorita leży w łóżku, książkę czyta ku ozdobie.

Marzy o nowych uraniach i kostiumach do pływania co ja zrobię?
I na plaży w blasku słońca, młoda, piękna i gorąca w postu dobie.
A ja? Wolny jak ptak.

Wiem, że zalety w niewielkiej ilości odnaleźć można by w Tobie,

Lecz miłość jest ślepa i okular zaszedł mgłą.

Kiedy w podróż po Europie ruszysz, będziesz już na topie, ku ozdobie.

A wieczorem na parkiecie będziesz błyszczeć w wielkim świecie co ja zrobię?
Włosi, Szwedzi i Francuzi, brzydcy, piękni, mali, duzi będą wzdychać.
A ja? Wolny jak ptak.

Kiedy wrócisz już do domu ani słowa nic nikomu co się działo.

Ślad po rogach na suficie zamaluję i o świcie wróci życie.
Bo ja w czasie tej podróży podrapałem się od róży kolcem w ciało.
A ty? Zaśpiewaj tak.

Wiem, że zalety w niewielkiej ilości odnaleźć można by w Tobie,

Lecz miłość jest ślepa i okular zaszedł mgłą.
(Leszcze)

sobota, 27 listopada 2010

Ludzie pragną piękna



Nad światem wstaje dzień

Za oknem Janek śpiewa pieśń dla ciebie


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie jest


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie jest




Umówmy się, że to sen


Wraz z Jankiem Zdzisław zjawia się dla ciebie


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie jest


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie jest




Może nad morze, no wiesz, a potem w góry, jak chcesz


Rozumiesz, żyjesz jak chcesz, chłopaki razem śmieją się do ciebie


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie jest?




Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie, tak pięknie jest


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie, tak pięknie jest


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie, tak pięknie jest


Czy wiesz, czy widzisz, że znowu pięknie, tak pięknie jest




Tak pięknie jest, znowu pięknie jest!


Tak pięknie jest, znowu pięknie jest!


Tak pięknie jest, znowu pięknie jest!


Tak pięknie jest ! 
(Formacja Nieżywych Schabuff)

piątek, 26 listopada 2010

Off Street Parking



Well look at you
You’re walking on down the street
And you are finally free
But you’re crying
And look at me
Well I got what I wanted
I am free now
Not drowning

But something feels wrong

Something’s just terribly wrong
I feel horrible
I got what I wanted though

I can go golfing now

Whenever I want
I can talk to girls
But I probably won’t
And you can stay with your friends
Tell them what an asshole I am
They already believe that
And now I deserve it

‘Cause something feels wrong

Something’s just terribly wrong
I feel horrible
I got what I wanted though

And a house is not a home

Even with a view
And hardwood floors
And all that talking
And that not talking
Well a house is not a home
When 2 aren’t 2 they’re 1 and 1
1 and 1 is nothing

You called to say

You wanna come and get your stuff
You just wanna make sure
That I am not here
Well I can’t believe
I can’t believe you’re being so strong
‘Cause it feels like if I
Start crying I’ll die

Something’s just wrong…


Years from now

Maybe outside a movie
You’ll be with somebody new
I’ll be with somebody too
And we’ll just say hello
(The Bicycle Thief)

czwartek, 25 listopada 2010

A mnie jest szkoda lata


Moja żona mnie dzisiaj skrzyczała,
Powiedziała, żem mazgaj, żem głupi,
Że się za mnie ze wstydu rumieni,
Kiedy wreszcie zmądrzeję już raz!
A na śmiesznym tle sprawa powstała
Poprosiłem, poziomek niech kupi
Zdziecinniałeś? – powiada, w jesieni?
To już jesień? Jak leci ten czas!
I westchnąłem: No patrz, już po lecie
Po wakacjach, po słońcu, mój Boże,
Już się robi szaruga na świecie,
Jasnych spodni już chyba nie włożę.
Wkrótce zaczną się deszcze i słota.
Na to ona, przepraszam, „idiota”!
Uśmiechnąłem się: mów sobie zdrowo
Ty wiesz swoje, a ja swoje wiem.
 
A mnie jest szkoda lata
I letnich, złotych wspomnień,
Niech mówią: głupi o mnie,
A mnie jest żal ...
Za oknem szaro, smutno,
A jeszcze przed miesiącem
Wesoło, zieleń, słońce ...
Naprawdę żal.
To tak jak gdyby ktoś najdroższy nagle odszedł
I zabrał radość, uśmiech, a zostawił łzy.
Dlatego żal mi lata I ludzi, żal i nieba,
Po którym płyną smutne Jesienne mgły.

Człowiek pensję ma gorzej, niż marną,
Dwieście złotych miesięcznie, niewiele,
Ale w lecie tych dwieście to suma,
Można za nią, jak król jakiś żyć.
Słońce grzeje, opala za darmo,
Wisłę gratis masz w każdą niedzielę,
Ptaki dają bezpłatne koncerty,
Nawet nie chce się jeść ani pić!
Jesień owszem, jest piękna, bogata,
Bardzo strojna i pełna kolorów,
Ale skąd, skąd jesieni do lata,
Do lipcowych, sierpniowych wieczorów.
Jeszcze trochę i zima przyleci,
Pełna śniegu, zawiei, zamieci,
A mnie w głowie poziomki i głupstwa,
Jakaś Wisła i koncert i las...

poniedziałek, 22 listopada 2010

Mój dom to moja twierdza











Dom mój nie tam gdzie kładę swój kapelusz
Korzenie zapuszczone mam głęboko
Dobrze mi tam gdzie rozumiem co do mnie mówią
Nie wąsko rozumiane, ale szeroko
W tym jednym miejscu całe życie moje mija
A takich drzew się, nie przesadza
Nie chciej odebrać mi tej całej duszy mojej
Nie sięga tam już twoja władza

To właśnie czuję wyraźnie
To właśnie czuję tak
Co rano widzę to jaśniej
To miejsce to mój znak

Mój dom to moja twierdza
Mój dom to moja twierdza
Mój dom to moja twierdza
Mój dom to moja twierdza

Chleb mój jest z pieca mojego własnego
A moja woda ze stawu mojego
Najlepiej jest mi tam gdzie zadaje swojsko
Inaczej latem, a inaczej wiosną
Im jestem dalej tym się, czuję bardziej obco
Jestem zwierzęciem arcyarcydomowym
Boję się, tylko świata, który coraz bardziej grozi
Ale moje fobie nie są niczym nowym

To właśnie czuję wyraźnie
To właśnie czuję tak
Co rano widzę to jaśniej
To miejsce to mój znak

Mój dom to moja twierdza
Mój dom to moja twierdza
Mój dom to moja twierdza
W twierdzy tej jem i pierdzę

Moje obawy nie są niczym nowym
To moja część, której nie lubię lubić
Nie wiedzie mnie na pokuszenie błysk z oddali
Ja już się chyba nie potrafię zmienić
Dom mój nie tam gdzie kładę swój kapelusz
Korzenie zapuszczone mam głęboko
Za każdym razem coraz głośniej to potwierdzam
Mój dom to moja twierdza!

To właśnie czuję wyraźnie
To właśnie czuję tak
Co rano widzę to jaśniej 

To miejsce to mój znak

(Kazik)

niedziela, 21 listopada 2010

Rysunek miast

Za rzeką i za górą
Ciągle nas kusi blask
Jest tyle miast przed nami
Za nami tyle miast
Ocean albo rzeka
Potoki które rwą
Równina albo góry
Wędrówka co dzień
Wędrówka co dzień


Bo nie wiemy co za tym dniem
Za choryzontem, za snem
Jaki rysunek miast
I skąd ten w oczach blask
Czy to jest ten drógi brzeg
Koniec szukania, dróg kres
Czy to twój rysunek ust
Co może być, jest już...


Czasem jak płytka ziemia
Dalekie światła miast
Bez brzegów jest ten wieczór
Wskazówka cofa czas
Ocean albo rzeka
Potoki które rwą
Nie wiemy nic do końca
Wędrówka co dzień
Wędrówka co dzień


Bo nie wiemy co za tym dniem
Za choryzontem, za snem
Jaki rysunek miast
I skąd ten w oczach blask
Nie wiemy co za tym dniem
Za choryzontem, za snem
Czy to twój rysunek ust
Co może być, jest już!


Bo nie wiemy co za tym dniem
Za choryzontem, za snem
Jaki rysunek miast
I skąd ten w oczach blask
Czy to jest ten drógi brzeg
Koniec szukania, dróg kres
Czy to twój rysunek ust
Co może być, jest już...


Za rzeką i za górą
Ciągle nas kusi blask
Jest tyle miast przed nami
Za nami tyle miast
Ocean albo rzeka
Potoki które rwą
Nie wiemy nic do końca
Wędrówka co dzień
Wędrówka co dzień
Wędrówka co dzień...
(Grzegorz Turnau)

sobota, 20 listopada 2010

Idzie Maciek


Idzie Maciek idzie
Z bijakiem za pasem
Przyśpiewuje sobie
Hopsa dana czasem

A kto mu w drodze stoi
Tego pałą bez łeb łoji
Oj dana moja dana
Dana dana.

Oj biedaż na bieda
Że nasz Maciek chory
Już w tawernie nie był
Ze cztery wieczory

Oj któż nam tu zaśpiewa
Oj któż nam kupi piwa
Oj dana moja dana
Dana dana.

Umarł Maciek umarł
Już leży na desce
Gdyby mu zagrali
Podskoczyłby jeszcze

Bo w Mazurze taka dusza
Jak mu zagrasz , to się rusza
Oj dana moja dana
Dana dana.



(Żywiołak)

piątek, 19 listopada 2010

Skończymy w niebie


(i w końcu nic nie musisz...
teraz już jesteś u nas...
mówiłem ci że tu trafisz...
nasze samoloty szybujące nad oceanem...
NIEBO... NIEBO...)
i tak wylądujemy w niebie
wszyscy skończymy właśnie tam
w niebie nam lepie! będzie pewnie
musi być w niebie lepiej nam
w niebie wymyśla każdy siebie
niebo wymyśla każdy sam
to musi się zakończyć niebem
dopniemy swego mówię wam
NIEBO... NIEBO... NIEBO... NIEBO...
w niebie umarłych nikt nie grzebie
bo każdy umarł najmniej raz
i każdy wszystko wie najlepiej
niebo wymyśla każdy sam
i w każdym z nas się NIEBO dzieje
nikt nie wymyśla NIEBA NAM
nikt nam nie zmienia go na lepsze
skończymy w NIEBIE mówię wam
bo NIKT nam w mózgu już nie grzebie
bo NIKT nie grzebie w mózgu nam
mówiłem wam skończymy w niebie
więc zaśpiewajmy jeszcze raz:
bo njkt nam w mózgu już nie grzebie
bo nikt nie grzebie w mózgu nam
mówiłem wam SKOŃCZYMY W NIEBIE
więc zaśpiewajmy jeszcze raz:
bo nikt nam w mózgu już nie grzebie
bo N|KT nie grzebie w mózgu NAM
mówiłem wam skończymy w niebie
więc zaśpiewajmy jeszcze raz...





czwartek, 18 listopada 2010

Na ludowo

Jest w tym albumie i moje 5 groszy -)

ALBUM 


 
















Najwiekszy teatr świata


Siedzę na twardym krześle
W największym świata teatrze
Patrzę i oczom nie wierzę
Nie wierzę, ale patrzę

Przede mną mroczna scena
Nade mną wielka kurtyna
A przedstawienie zaraz się zacznie
Codziennie się zaczyna

Tragiczni komedianci
Od tylu lat ci sami
Niepowtarzalne stworzą kreacje
Zamieniając się znowu rolami

Ten, który dziś gra króla
Do wczoraj nosił halabardę
A jutro będzie tylko błaznem
Prawa tej sceny są twarde

Premiera za premierą
Pomysłów nie zabraknie
Publiczność zna ich wszystkie sztuczki
A jednak cudów łaknie

Po każdej plajcie antrakt
A po nim znów premiera
I jeszcze większa plajta
A teatr nie umiera

Siedzę na twardym krześle
w największym świata teatrze
Patrzę i oczom nie wierzę
Nie wierzę, ale patrzę

A obok mnie w milczącym tłumie
w cieniu tej wielkiej sceny
Artyści cisi i prawdziwi
Artyści niespełnieni

Nie zagram w tym teatrze
Nie przyjmę żadnej roli.
A serce, a co z sercem
A niech tam sobie boli

I każdy nowy sezon
Niech będzie jak pokuta
Stąd przecież wyjść nie można
Więc siedzę jak przykuta

Do tego właśnie miejsca
W największym świata teatrze.
Patrzę i oczom nie wierzę
Nie wierzę, ale patrzę
Pode mną smutna ziemia
Nade mną nieba kurtyna
Więc czekam aż Reżyser Niebieski
Ogłosi wielki finał.

Nie wierzę, ale patrzę



(Magda Czapińska, Jerzy Satanowski)




środa, 17 listopada 2010

Kocham Cię kochanie moje






Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje

To polana w leśnym gąszczu schowana


Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje

To sad wiosenny, rozgrzany i senny



Kocham cię, a kochanie moje

To rozstania i powroty

I nagle dzwony dzwonią

I ciało mi płonie

Kocham cię

Tak


Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje

To oczy twoje we mnie wpatrzone


Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje

To tęsknota nieskończona



Kocham cię, a kochanie moje

To rozstania i powroty

I nagle dzwony dzwonią

I ciało mi płonie

Kocham cię

Tak

Tak

Tak


Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje

To przypominanie pierwszej pieszczoty


Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje

To noce z miłości bezsenne



Kocham cię, a kochanie moje

To rozstania i powroty

I nagle dzwony dzwonią

I ciało mi płonie

Kocham cię

Tak

Tak

Tak

Tak

(Maanam, fot. KAMIL)


wtorek, 16 listopada 2010

Manekin disco




Dyskoteka manekinów w odpustowych strojach
Dyskoteka manekinów bez historii, bez przyszłości
Manekiny bawią się, a u góry słychać śmiech!
Tutaj spotkasz inny świat, pełen dziwek i cinkciarzy
Wkrąg obowiązkowy szpan, cudny wieczór pełen wrażeń
Manekiny bawią się, a u góry słychać śmiech!
Tańczą ludzie, manekiny, smutne disco płyta rznie
Podniecają się dziewczyny, disc jockeya słychać śmiech
Manekiny bawią się, a u góry słychać śmiech!
Demoniczni ludzie z wosku oblegają szczelnie bar
A gdy skończy się już nocka, dyskoteki pryśnie czar
Manekiny bawią się, a u góry słychać śmiech!
Manekiny bawią się, a u góry słychać śmiech!
 

(TSA)



poniedziałek, 15 listopada 2010

Yellow Submarine






























In the town where I was born,
Lived a man who sailed to sea,
And he told us of his life,
In the land of submarines,

So we sailed on to the sun,
Till we found the sea green,
And we lived beneath the waves,
In our yellow submarine,

We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine,
We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine.

And our friends are all aboard,
Many more of them live next door,
And the band begins to play.


We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine,
We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine.

(Full speed ahead, Mr. Barkley, full speed ahead!
Full speed over here, sir!
All together! All together!
Aye, aye, sir, fire!
Captain! Captain!)

As we live a life of ease(life of ease)
Every one of us(every one of us) has all we need,(has all we need)
Sky of blue,(sky of blue) and sea green,(sea of green)
In our yellow(In our yellow) submarine.(submarine) ( Haha! )

We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine,
We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine.


We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine,
We all live in yellow submarine,
yellow submarine, yellow submarine.


niedziela, 14 listopada 2010

Mam dość

Ciągle krzyczysz na mnie,


Wszędzie ciasno jest,


Nie można oddychać swobodnie,


Nie można umrzeć godnie.






Jestem już zmęczony,


Jestem już zmęczony,


Jestem już zmęczony,


Mam tak dość.






To czasy zbrodniarzy,


Głupców i handlarzy,


Co raz więcej pustych twarzy,


Co raz ciaśniej jest na plaży.






Jestem już zmęczony,


Jestem już zmęczony,


Jestem już zmęczony,


Mam tak dość.






Ciągle krzyczysz na mnie,


Wszędzie ciasno jest,


Nie można oddychać swobodnie,


Nie można umrzeć godnie.






Jestem już zmęczony,


Jestem już zmęczony,


Jestem już zmęczony,


Mam tak dość.
(Brygada Kryzys)

sobota, 13 listopada 2010

Przed nami wielka przestrzeń

Dookoła płacz
Dookoła płacz
Dookoła płacz i cišgłe narzekania
Przestrzeń roi się od barw, ciemnoœć w oczach wciąż ta sama
Dosyć rozpaczy, dosyć przekleństw
Podnieœcie wyżej głowy, podnieœcie w górę ręce
Pamiętaj nadejdzie czas odkupienia
Pamiętaj nadzieja bliska jest spełnienia

Ref: Przed nami wielka przestrzeń
Łoj, joj, joj, łoj, joj, joj, joj, joj

Dookoła płacz
Dookoła płacz
Kiedy pytajš mnie o cel, kiedy pytajš mnie o drogę
Skšd i dokšd, kiedy i gdzie, z kim, przeciw komu i w którš stronę
Jedno jest pewne - życie nie jest snem, lecz żywym ciałem
Jedno jest pewne - litoœć, współczucie to za mało
Pamiętaj - nadejdzie czas odkupienia
Pamiętaj - nadzieja bliska jest spełnienia

(Daab)

piątek, 12 listopada 2010

Kawa i papierosy

kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy


pani była miastem i światem całym
adidasy z bordo paskami
warszawa, upalny poranek
kolory miasta jakby wyprane
pamiętam każdy wdech i wydech
trochę żyję, ty trochę nie żyjesz
mówili mi: złamię ci serce
lepszy jest najnowszy ???
mroźny, mglisty poranek
czerwonym jak krew tramwajem
prułem morzami, biegłem po dachach
krew miałem w butach jak jakiś wariat
przed klatką czarny kabriolet
podobno kolega ze szkoły
mówiłaś 'nie', patrząc mi w oczy


to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy


pani była miastem i światem całym
czynnym, świetlistym wulkanem
warszawa, upalny poranek
kolory miasta jakby wyprane
mówiła tak, jakby grała w filmie
ja byłem ciągle oddanym widzem
co noc transmisja na żywo
taki jest upał, że się rozpływam
jesteś aniołem, moją pościelą
lecę do ciebie, serca kometą
on znowu siedział przy stole
płonęły oczy, żywy płomień
twoja skóra jak plastelina
coraz grubszy miałaś makijaż
mówiłaś 'nie', patrząc mi w oczy


to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy


biegłem po dachach, biegłem do ciebie
w pięknej sierpniowej ulewie
ktoś mi powiedział, lepiej uważaj
widziano ją w towarzystwie handlarza
drże od nadmiaru kofeiny
myśląc o kształcie twej szyi
ty moje miasto, ty serce moje
ktoś stłukł butelkę na mej głowie
przed klatką czarny kabriolet
w krwi cały, padłem na chodnik
opanuj się, na boga, dosyć


to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam i piję czarną kawę
to tylko kawa i papierosy
kiedy jestem tu i tam, truję płuca nikotyną
to tylko kawa i papierosy
(Fisz Emade)

czwartek, 11 listopada 2010

Wojna




Wojna nie jest twoim stanem naturalnym
Choć niektorzy chcą to wmówić ci
Tłum bezpieczny, ślepy tłum posłuszny
To tłum pragnący obcej krwi
Nie wierzysz? To zobacz
Dziwna linia majaczy na mapach
Graniczna gąsienica znów jest solą w oku
Ta linia jest jak grymas na tłustych ustach świata
Tych kilka śmiesznych garbów
Te zakrzywienia boków
A jednak wojna
A jednak wojna
Choć więcej już kul łeb nie pomieści
Zyjemy tutaj wewnątrz wielkiej beczki z prochem
Na śniadanie jemy strach i zagrożenie
Świat patrzy na nas swoim chłodnym wzrokiem
Który pierwszy z nas zapali lont
Kto pierwszy ciśnie kamieniem?
A jednak wojna
A jednak wojna
Choć więcej już kul łeb nie pomieści
Nie wystarczy założyć białe rękawiczki By mieć wystarczająco czyste ręce
Zbyt absurdalna jest ta zabawa
Za dużo dużo dużo jest w niej opętania
Wojna nie jest twoim stanem naturalnym
Jesteśmy tacy sami
Myślimy tak samo
Wojna nie jest twoim stanem naturalnym
(Pidżama Porno)

środa, 10 listopada 2010

Jest Warszawa


Jest Warszawa, po prostu jest


W nocnej ciszy, porannej mgle,


W świetle słońca, w spokojnym śnie,


W szczęściu matek, w stukocie serc


Jest Warszawa, bo jesteś ty,


Żyje dla nas, a dla niej my,


Jest Warszawa, imiona dwa


Wars i Sawa to ty i ja






I wciąż w pamięci tamte dni


Niełatwo w grunt wsiąkają łzy


To przeciw tym co grożą jej


Syrena ma wzniesiony miecz.


Kiedyś chcieli zetrzeć ją w proch


Już krzyczeli: "Warszał is dot",


Zdruzgotana przemogła śmierć


Jest Warszawa na zawsze jest


I wciąż w pamięci...itd.






Jest Warszawa, po prostu jest


W srebrne lata, w spokojny dzień,


Chociaż chcieli zetrzeć ją w proch


Już krzyczeli: "Warszał is dot",


Zdruzgotana przemogła śmierć,


Jest Warszawa po prostu jest


Wars i Sawa, sława i krew


Jest Warszawa, na zawsze jest.
(Trubadurzy)