niedziela, 19 maja 2013

"Tłumna Noc Muzeów"


Główni eksperci ( "z łapanki") dzisiejszego wydania TVN24 
 kompromitacja zaczyna się w okolicach 35 sekundy





















My w TVN24 ;-)

sobota, 18 maja 2013

"Tadeusz Baranowski. Powrót"

Warszawa
Soho Factory
"Tadeusz Baranowski. Powrót"

18.05.2013 - 22.05.2013


Tadeusz Baranowski, ur. 1945, absolwent warszawskiej ASP jest obecnie czynnym malarzem. Debiutował w latach siedemdziesiątych wielkoformatowymi, abstrakcyjnymi obrazami, które pokazywane były na prestiżowych wystawach w Polsce i za granicą. Dzieła artysty kupowały wówczas takie instytucje jak Zachęta, Teatr Studio oraz Ministerstwo Kultury i Sztuki. Oprócz malarstwa Tadeusz Baranowski zajmował się grafikąużytkową oraz twórczością dla dzieci. Tworzyłoryginalne, autorskie komiksy (m.in. „Antresolka Profesorka Nerwosolka“ „Skąd się bierze woda sodowa“, czy „Podróż smokiem Diplodokiem“) charakteryzujące się surrealistycznym humorem, które do dziś cieszą się zainteresowaniem wśród kolekcjonerów. Właśnie za twórczość dla dzieci został odznaczony przez Ministra Kultury i Sztuki oraz Dziedzictwa Narodowego medalem „Gloria Artis“. Po kilkudziesięciu latach pracy w prasie nastąpił przełom. Artysta postanowiłostatecznie zerwać z grafiką na rzecz swej największej pasji - malarstwa. W tym celu wyprowadził się na Mazury i rozpoczął powrót do swych artystycznych korzeni. Jego twórczośćewoluowała kolorystycznie; wczesne „ciemne“ i wręcz brutalne obrazy, zastąpiły płótna utrzymane w jaśniejszej tonacji o bogatszej palecie barwnej. Tadeusz Baranowski stworzyłwłasną technikę malarską wykorzystującąróżnorodne materiały i pozwalającą na konstruowanie prac bliskich płaskorzeźbie. Elementy organiczne zostały splątane sieciąchimerycznych struktur, wyrywających się poza ramy obrazu. Zmieniał się również jego sposób narracji – od elementów związanych ze światem natury, ku całkowitej nonfiguratywnej abstracji, w której środkiem sprawczym pozostaje chaos. Ten zaskakujący powrót do malarstwa pokazuje, nieczęstą u dojrzałych artystów, odwagęciągłego stawiania sobie nowych pytań i poszukiwania odpowiedzi przy pomocy jedynego akceptowanego przez siebie medium – malarstwa. (Magdalena Linke)

fot. Kamil Dąbrowski & ja ;-)






















Oprócz błękitnego nieba


środa, 8 maja 2013

Powrót Tadeusza Baranowskiego


Tadeusz Baranowski: Koniec „Profesorka Nerwosolka”!



Wieloletni twórca komiksu postanawia wrócić do malarstwa. W tym celu wyprowadza się z Warszawy i zaczyna wyścig z czasem. Zdąży? Pierwsza wystawa już wkrótce w Soho Factory! Z Tadeuszem Baranowskim rozmawia Magdalena Linke.


Art & Business: Przez długi czas zajmował się pan grafiką oraz rysunkiem i w tych dziedzinach odnosił sukcesy. Kiedy poczuł pan, że malarstwo jest tym, co chce pan dalej w życiu robić?
Tadeusz Baranowski: Nigdy nie było tak, że raz czułem się  malarzem, a innym razem nie. Nawet kiedy malowałem swoje komiksowe plansze, myślałem jak malarz i często zresztą to malowanie komplementowano, mówiąc: „Jest pan świetnym kolorystą”. Unikałem jak ognia sztucznego kolorowania komputerowego. Akwarele, tusze i pędzelki były zawsze moimi nieodłącznymi atrybutami. Praca z pędzlem na papierze różni się zasadniczo od możliwości wielokrotnego wycofywania kolorystycznych błędów komputerowych. I wymaga stuprocentowej nieomalże pewności, że tak właśnie ma być. Kolor z komputera jest martwy.
Planszę potrafiłem malować pędzelkiem kilka dni. Rysowałem równie długo. Pisanie scenariuszy także trwało. W związku z czym nie umiałem  pogodzić malarstwa sztalugowego z tym „stołowym”. Gdy się człowiek oddaje czemuś bez reszty nie ma możliwości wykonywania  jednocześnie i bez reszty innej pracy twórczej. Żyje się tym 24 godziny na dobę. Nim zacząłem ponownie malować, cały poprzedzający tę decyzję czas czyściłem przedpola do „batalii” z samym sobą. Przestałem pisać i rysować historyjki komiksowe, nie podejmowałem także  żadnych zleceń zarobkowych, niczego, co by mogło przeszkodzić w realizacji długo odkładanych zamierzeń. Nie było łatwo.
Art & Business: A co na to czytelnicy komiksów? Jak przyjęli wiadomość o pańskim powrocie do malarstwa?
TB: Najzagorzalsi moi fani wciąż wierzą, że kiedyś jeszcze wrócę do tego gatunku. Jednak dla mnie to rozdział definitywnie zamknięty. Ale chyba nikt z tego powodu nie rwał włosów z głowy. Otrzymałem wiele sympatycznych maili i podziękowań. Mam grupę znajomych, z którymi się zaprzyjaźniłem internetowo. Odchodzi stare, przychodzi nowe. Moje komiksy i ich teksty były specyficzne, pełne podtekstów, więc nie każdemu z pewnością przypadały do gustu. Liczba moich fanów nie jest może zbyt wielka, ale mówiono mi, że w Internecie jest cała strona poświęcona tylko cytatom i powiedzonkom z tych moich historyjek. Podobno nawet ktoś napisał pracę magisterską na ten temat.
Art & Business: W końcu jest pan znanym twórcą! Wiele osób do dziś wspomina autorskie komiksy m.in. „Antresolka Profesorka Nerwosolka”, „Skąd się bierze woda sodowa”, czy „Podróż smokiem Diplodokiem”. Metka „autor komiksów”  zaczęła uwierać?
TB: Nie ukrywam, że zaczęła. Rozważałem nawet powrót na rynek sztuki pod pseudonimem. Ale w końcu uznałem, że muszę wystąpić z podniesioną przyłbicą… i z metką do niej przyklejoną.
Art & Business: Jak wyglądało podjęcie decyzji o powrocie do malarstwa? Wstał pan rano i pomyślał: „zrywam z komiksem!”?


TB: To, że kończę z komiksem było decyzją od dawna podjętą i przemyślaną. Ale trzeba było się jeszcze powywiązywać z różnych zobowiązań, które zawsze po tylu latach ciągną się za człowiekiem. Dwa ostatnie albumy w liczbie 550 egzemplarzy wydałem za własne pieniądze dla najwierniejszych fanów. I to było zakończenie mojej„kariery” rysownika tego gatunku. Te albumy są białymi krukami poszukiwanymi przez zbieraczy i osiągają (bardzo rzadko są sprzedawane przez nabywców) na Allegro zadziwiająco wysokie ceny.
Art & Business: Jak powstał pierwszy obraz po latach?
TB: Z pomysłem na obraz  chodzę bardzo długo, ale gdy już przystępuję do pracy, w zasadzie powstaje on szybko.  I jest właściwie taki, jaki chciałem, aby był. Jednak zanim zacząłem ten pierwszy obraz, mijały dni pełne lęku. Tyle lat to się we mnie zbierało, a nie wiadomo było, czy „z  kranu coś pocieknie“. Był duży niepokój. Więc dość długo zwlekałem, przekładając rozpoczęcie pracy, odkładając na jutro ewentualne ryzyko porażki. Aż przyszedł dzień „albo albo”. Ten pierwszy obraz ciągle mam, jest nieudany, jeszcze niezniszczony, chociaż już kilkakrotnie w tym celu był wyjmowany.
Art & Business: Wyprowadził się pan z Warszawy na Mazury, żeby tam w zaciszu malować. Jakie są dla artysty plusy i minusy życia z dala od wielkiego miasta?
TB: Jak się odczuwa prawdziwą potrzebę malowania, można to robić wszędzie. I nie koniecznie trzeba uciekać na Mazury. Teraz już to wiem. Oczywiście piękno przyrody jest niezwykle inspirujące. Potrafiłem to zawsze docenić i zobaczyć. Ale jest też prawdą, że gdy maluję wiele godzin dziennie, często nie mam już czasu na podziwianie jej uroków. Przez ostatnie 16 miesięcy namalowałem kilkadziesiąt obrazów. Bywały dni, że prawie nie wychodziłem z domu, ścigając się z czasem. Nie wszystko co zrobiłem, jak to zawsze bywa, jest dla mnie satysfakcjonujące.
Art & Business: Wspomniał pan, że zanim zasiądzie do malowania, wcześniej długo rozmyśla.
TB: Obraz, który ma powstać, noszę i „przerabiam” w myślach nieraz wiele dni. Jest to proces, nie ukrywam, wypalający psychicznie. W którymś momencie rysuję ołówkiem szkic wielkości kilku centymetrów. Maluję z marszu i jeśli mam dobrze wszystko ułożone w głowie, potrafię ukończyć pracę w kilka godzin. Oczywiście nie zawsze to się udaje. Czasem potrzebuję i kilku dni na uzyskanie zaplanowanego efektu. Z racji warstwowości obrazów musiałem dojść metodą prób i błędów do wielu własnych „wynalazków“ malarskich.
Art & Business: Stworzył Pan własną technikę malarską, wykorzystującą różnorodne materiały. Na czym dokładnie ona polega?
TB: Ponieważ uważam, że nie wymyślimy nic ciekawszego od tego, co stworzyła natura, zbieram różne naturalne materiały i eksperymentuję. Od wiórów drewnianych począwszy, przez ściernisko z pola, na patykach wydobytych z dna jeziora kończąc. Łączę je klejami polisterynowymi, buduję  z nich kolorowe chaotyczne formy. Następnie początkowy chaos porządkuję prostymi zabiegami kompozycyjnymi. Czasami spędzam nad nimi wiele godzin, choć często polegają tylko na „ułożeniu“ prostej kreski dyscyplinującej „kosmiczny kataklizm“.


Art & Business: Pańska twórczość ewoluowała kolorystycznie, wczesne „ciemne”, wręcz brutalne obrazy, zastąpiły płótna utrzymane w jaśniejszej tonacji, o bogatej palecie barwnej. Z czego to wynika?
TB: Nie będę owijał w bawełnę. Muszę się czasem „wywrzeszczeć” na obrazach.Moje emocje decydują często o ich formach.
Art & Business: W maju rusza wystawa pańskich prac, która niewątpliwie będzie stanowiła ważne wydarzenie warszawskiej Nocy Muzeów. Jak co roku, do Soho Factory, przyjdą tłumy zwiedzających. Jest Pan gotowy na powrót z Mazur i konfrontację ze szponami krytyków?
TB: Zawsze byłem osobą niezależną, nieulegającą wpływom i sugestiom. Pracowałem uczciwie, nie malowałem „pod publiczkę”. Robiłem to,co uważałem za słuszne. Ale nie wiem, co będzie, gdy dostanę się w szpony krytyków.
Art & Business: Pańskie obrazy mają duży format, można się w nich „zagubić”. Chciałby Pan, żeby odwiedzający Pańską wystawę „zagubili” się w niej?
TB: Przede wszystkim chciałbym, aby odwiedzający wystawę nie przeszli obok nich obojętnie.
„Tadeusz Baranowski. Powrót”Soho Factory, Warszawa
wernisaż: 18 maja, godz. 17
do 22 maja



Idziemy my